Zimowanie roślin w domu

To dobry sposób na zaoszczędzenie sporej ilości gotówki. Zimują u mnie głównie pelargonie, begonie i roślinki, które czasem dorwę zimą na przecenie. Przechowywałam nawet gerberę ogrodową. Ale skupię się na pelargoniach. Koszt 1 wyrośniętej sadzonki to 5,50-6zł. W podłużnej donicy, którą stawiam na okno mieści się 5 sadzonek, czyli całkowity koszt to około 30zł. Ozdobione mam 3 okna, a w tym roku planuję ozdobić kolejne dwa. Do tego przed wejściem do domu wiszą 3 donice, w każdej po 3 sadzonki. Z tyłu domu natomiast ustawiam 2 donice z pelargoniami, po jednej na każdą z oslon. Dzięki temu, że nie wyrzucam sadzonek po sezonie, oszczędziłam ponad 150zł. Zakładając, że miałabym kupować pelargonie rok w rok, koszt takiej inwestycji wyniósłby mnie ponad 210zł.


Zaoszczędzone pieniądze na pewno zainwestuję w ogród. Albo dokupię nowe nasadzenia albo kostkę brukową do oddzielenia rabat od trawnika.
Moje pelargonie dwa sezony temu.


Jeszcze inną cudowna zaletą jest to, że roślinki kwitną już w kwietniu. Można od tego okresu zahartowywać je i gdy nadejdą cieplejsze dni, wystawić na dwór na stałe. Poza tym kilkuletnie roślinki mają w sobie więcej uroku niż tegoroczne.
Tak wyglądają moje pelargonie dziś.


Jest wiele sposobów zimowania tych kwiatów w domu. W internecie jest dużo informacji na ten temat, możecie dobrać dogodny dla Was sposób. A jak ja zimuję pelargonie? Jesienią ustawiam donice w domu w cienistym pomieszczeniu. Przeznaczam do tego biurko w biblioteczce. Podlewam tak, aby tylko ziemia była wilgotna, oczyszczam co jakiś czas z suchych liści i pędów, a na wiosnę wymieniam ziemię i zasilam nawozem w płynie. Zimą jeśli roślinka wypuści kwiatki uszczykuję je, aby mogła się rozrosnąć. Zanim na stałe wystawię pellargonie na dwór, hartuję je przez tydzień po parę godzin dziennie na świeżym powietrzu.




Jeśli czujecie się na siłach, pelargonie można rozmnażać w bardzo prosty sposób. To tez daje duże możliwości zaoszczędzenia pieniędzy. Odcina się sadzonkę niezdrewniałą i albo ukorzenia za pomocą ukorzeniacza albo trzyma w wodzie dopóki sadzonka nie wypuści korzonków. 
Poniżej pelargonie ukorzenione za pomocą ukorzeniacza w zeszłym sezonie.


Moje pelargonie mają już 3 lata. A tak wyglądały w zeszłym sezonie.


Takim sposobem można uzbierać niezłą kolekcję pelargonii i pieniądze na inne roślinki :)

7 komentarzy:

  1. Wszystko pięknie tylko u mnie koty obgryzają liście. Nic w tej chwili przechować nie mogę i nawet kwiatów doniczkowych w domu mam mało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj! Mój kot ma dla siebie kocimiętkę w ogrodzie i mnóstwo trawy. Może dobrym pomysłem byłoby zasianie dla niego specjalnie trawy w jakiejś tacce. Klemens podjada mi kwiaty wyłącznie jak są ustawione na podłodze.

      Usuń
  2. Piękne masz pelargonie. Szkoda, że w moim malutkim mieszkanku nie mam miejsca, by przechować swoje kwiaty przez zimę. Powiedz mi jak z ziemią w takim przypadku. Czy ją wymieniasz? Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zeszłym roku wymieniałam. W tym nie, jedynie dosypałam, bo sporo jej ubyło. Za to sporo je nawożę.

      Usuń
  3. Piękne i obficie kwitną:) Myślę o tym, żeby w tym roku obsadzić kwiatami okna, chyba już ogród przestał mi wystarczać ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też zimuję w domu wiele roślin, na szczęście miejsca mam sporo. Pelargonie stoją pod oknami tarasowymi a na przykład agawy na klatce schodowej. Duże donice zimują w przybudówce garażu. Pielęgnacja tych roślin zimą zabiera sporo czasu ale ten trud się opłaca.
    Przesyłam pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacyjnie - uwielbiam takie sposoby oszczędzania - niestety sama mam niewiele miejsca. Ale może jak uda się nam sprzedać dom to kolejny będzie większy. Takie oszczędzanie się chwali - ciepło pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za zainteresowanie się moim blogiem ;)

Copyright © 2016 Ogród przydomowy - blog ogrodniczy , Blogger