Szklarnia do ogrodu - wybór i montaż

Szklarnia do ogrodu - wybór i montaż

Tej wiosny serce zaczęło mi bić mocniej na widok szklarni w moim ogrodzie. Długo wyczekiwane marzenie spełniło się i mogę wejść na wyższy poziom uprawy warzyw, pod osłoną. Czym kierowałam się przy wyborze szklarni do ogrodu, jaki model ostatecznie tu trafił i jak wyglądał montaż? Cały proces opisuję właśnie w tym artykule. Zapraszam.

szklarnia vitavia jupiter

Każdy z nas ma marzenia, ale życie nieraz potrafi je zweryfikować. Często też pragnienia innych wydają nam się ważniejsze niż nasze własne, a przecież to nic złego pomyśleć czasem o sobie. I ja po tych paru latach marzenia o niedoścignionym, przełamałam się i postanowiłam je spełnić. Uzbierałam pieniądze i kupiłam szklarnię do ogrodu, taką jaką chciałam. I może wyda Ci się to zabawne, ale piszę ten tekst, siedząc właśnie w jej wnętrzu, z notebookiem na kolanach, rozkoszując się zapachem liści pomidorów i obornika.

Codziennie tu przychodzę, przesiaduję, z kubkiem herbaty czy kawy i patrzę. Odpoczywam. Bo im dłużej na coś czekasz, im więcej wysiłku musisz włożyć, by to zdobyć, to z dnia na dzień pragniesz tego jeszcze bardziej. A jak już zyskasz, rozkoszujesz się codziennie po kawałeczku, delektujesz się jak dobrą czekoladą.
 

Wybór szklarni do ogrodu

Ponad miesiąc zajęło mi podjęcie decyzji jaka szklarnia ma stanąć w ogrodzie. Polski rynek skupia się na sprzedaży tego asortymentu zbudowanego z poliwęglanu, a mi od zawsze zależało na wersji szklanej. Rozważałam między szklarniami angielskimi, duńskimi a niemieckimi i w tym wypadku kierowałam się finansami. Z budowy są dość podobne, a zależało mi na prostych kształtach, nie obłych, bez ozdobień i by kolor był ciemny. Ostatecznie wybrałam szklarnię do ogrodu angielskiej firmy Vitavia, model Jupiter, 2,57 x4,45 w kolorze zielonym. Nim zdążyłam ją zamówić, dwukrotnie została zwinięta mi sprzed nosa. Jedna osoba doradziła mi bym nie szła na kompromisy. Zapisałam się więc na powiadomienie mailowe i po dwóch tygodniach doszło do kupna.

Jeszcze pod koniec zeszłego sezonu zrobiłam porządny rekonesans. Zapytałam osoby, które już mają kilka sezonów uprawy pod szkłem za sobą, na jakie rzeczy warto zwrócić uwagę poza wyglądem. Mimo, że jeszcze nie nie mam jeszcze dużego doświadczenia to już mogę napisać co wydaje mi się dobrym rozwiązaniem. Warto zwrócić uwagę na:

wielkość szklarni - jeśli masz w ogrodzie więcej miejsca warto zainwestować w większy model; rozważałam najpierw 6m2, potem 9 i w ostateczności stanęło na 11m2

szerokie drzwi - wraz z otwartymi oknami wspierają przepływ powietrza między roślinami, co zmniejsza ryzyko chorób grzybowych; można też swobodniej wjeżdżać taczką

odprowadzenie wody z dachu - często orynnowanie jest w zestawie, ale by zbierać deszczówkę należy kupić rury spustowe

automatycznie otwierane okna - w moim modelu cylinder otwieracza jest wypełniony żelem, który pod wpływem wzrostu temperatury zwiększa swoją objętość, otwierając tym samym okno; daje to niesamowitą swobodę, bo nie trzeba codziennie samemu otwierać i zamykać okien


automatycznie otwierane okna w szklarni
cztery uchylone okna dachowe wczesnym rankiem

Rozważałam także to czy w szklarni powinnam mieć szyby hartowane, czy jednak ogrodnicze (o grubości 3 lub 4mm, w zależności od modelu). Według internetu szkło hartowane jest parokrotnie mocniejsze niż szkło ogrodnicze, ale przekłada się to na cenę. Pytałam osoby, które mają tę tańszą wersję i nie miało to dużego znaczenia w użytkowaniu szklarni.

Oprócz samej szklarni dokupiłam także bazę, cztery automatyczne otwieracze do okien dachowych (tyle jest tu otwieranych okien) oraz zestaw do odprowadzenia deszczówki dostosowany do mojego modelu. Wszystkie zamówione przeze mnie elementy były zapakowane w opisane kartony wraz z instrukcjami, a szyby przyjechały w drewnianej palecie. Nic nie było uszkodzone, ani podczas transportu, ani przy montażu. Całość została dostarczona kurierem, autem z windą.

 

Wybór miejsca pod szklarnię

To, gdzie stoi moja szklarnia w ogrodzie nie jest bez znaczenia. Znajduje się na południowej stronie, najcieplejszej. Prawidłowo powinna był usytuowana w kierunku północ-południe, ale taki układ po prostu by się nie zmieścił. Szklarnia została natomiast ustawiona tak, by wejście było od wschodu. W pobliżu jest płot oddzielający mnie od sąsiadów, gdzie blisko rośnie czereśnia. Gdy szumi, wiatr nawiewia powietrze do wnętrza szklarni. Tył jest od zachodu, gdzie mocniej świeci słońce, a obok znajduje się warzywnik, w którym uprawiam ziemniaki. Pomyślałam, że zarodniki zarazy ziemniaczanej tak łatwo nie wejdą do szklarni jeśli nie będzie bezpośredniego przepływu powietrza. Czas pokaże.

Grunt pod szklarnię nie został przygotowany pod koniec zeszłego sezonu, a tak byłoby najlepiej. Należało zatem zerwać darń, która została rozłożona po całym ogrodzie.

 

Montaż szklarni w ogrodzie

Nie zamawiałam montażu przez fachowców, który przy moim modelu wynosi 1550zł i trzeba na niego czekać parę tygodni. Według opisu na stronie sklepu internetowego dwie osoby składają szklarnię przez 18 godzin, a mojemu Mężowi zajęło to coś ponad tydzień, ale w wolnych chwilach i bez pośpiechu. Nie każdego dnia była też ładna pogoda. Według Męża montaż szklarni Vitavia jest banalny. Firma ma przemyślany każdy element, a dziurki na śrubki są idealnie spasowane. Ten model składa się jak klocki, element po elemencie.

 

Otrzymałam bardzo dużo pytań o to w jaki sposób moja szklarnia została usadowiona. Według producenta można kupić bazę fundamentową i jej kotwy zabetonować (przy 11m2 było ich 6) lub stworzyć betonową podmurówkę, w którą wwierca się szkielet. Zależało mi szczególnie, by szklarnia podczas koszenia nie została uszkodzona i bym nie musiała pielić jej dookoła. Stanęło na tym, że oprócz zabetonowania kotw bazy, całość stanie na fundamencie z mokrego betonu i cegieł szamotowych, które nam zalegały. Ułatwiło to także wypoziomowanie samej bazy jak i łatwiejszy montaż całej konstrukcji.

 
przygotowanie fundamentu pod szklarnie

Następnymi elementami do złożenia były boki szkieletu, dach, a potem wypełnienie całości mnóstwem kwadratowych szybek umieszczanych po sobie za pomocą haczyków i drucianych pajączków (w zestawie były także uszczelki, które zostały na zapas). W razie ewentualnej stłuczki wymienia się jeden mały element. Najtrudniej było umieścić otwierane okna na dachu tak, by działały razem z automatycznymi otwieraczami. Ale po zrozumieniu ich działania i złożeniu jednego takiego elementu, trzy kolejne poszły sprawnie.

Poniżej znajduje się zdjęcie, na którym widać otwieracz do okna dachowego oraz w jaki sposób instalowane są szyby.


Do zestawu był także dołączony spray do pomalowania śrub, ale starcza on tylko na te zewnętrzne. My dodatkowo zamówiliśmy w lokalnym zakładzie dorobienie takiej samej farby.

I muszę jeszcze wspomnieć, że sprawne złożenie szklarni nie byłoby możliwe bez odpowiednich narzędzi, tj. wkrętarka. Jak to mówi mój Mąż prawdziwy mężczyzna musi takie rzeczy po prostu mieć.

 

Co jeszcze planuję dokupić?

Przy szklarni brakuje beczek na deszczówkę. Koszt jednej plastikowej to 50zł i myślę, że przy dużych deszczach przydałyby się takie dwie. Dodatkowo będę chciała otoczyć je drewnem z obejmami tak, by pasowały do reszty (jak to zrobiliśmy znajdziesz TU). Będę także zamawiać haczyki do mocowania sznurków, do których przywiązuje się rośliny i prowadzi w pionie. Myślę także o automatycznym nawodnieniu, ale żeby było trudniej to musi być podłączone do beczek na deszczówkę. Przydałaby się też ścieżka na stałe, by nie trzeba było zużywać ściółki (zawsze z nią krucho) i pielić. Do tego najlepiej sprawdzają mi się płyty chodnikowe w rozmiarze 35x35cm. W przyszłości zainwestuję także w półki.

 

Proszę zostaw komentarz jeśli ten post jest dla Ciebie przydatny.



Azotany i azotyny - jak prawidłowo uprawiać warzywa

Azotany i azotyny - jak prawidłowo uprawiać warzywa

Azotany i azotyny brzmią przerażająco i kojarzą się niezbyt miło. Są to jednak związki chemiczne, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Czy są tak groźne jak się nam wydaje? Czy uprawiając własne warzywa możemy ich uniknąć? Odpowiedź znajdziesz w tym artykule.

 

Azotyny i azotany w żywności

Z azotanami i azotynami mamy do czynienia na co dzień, bo znajdują się w kupowanej przez nas żywności, szczególnie w produktach mięsnych, rybach i serach jako konserwant oraz w warzywach. Azotany same w sobie nie są szkodliwe. Gdy trafiają jednak do naszego organizmu zostają zamienione w azotyny, które wykazują działanie toksyczne, m.in. wchodzą w reakcje z aminami, tworząc rakotwórcze nitrozoaminy.

Kupowana przez nas żywność musi spełniać normy określone w ustawach. Producent mięsny nie może użyć dodatku do żywności w większej ilości niż pozwala na to prawo. Tak samo producent warzyw musi spełniać odpowiednie kryteria, by móc produkować i sprzedawać swoje produkty. Została także nakreślona dopuszczalna norma spożycia azotanów i azotynów dla dorosłego człowieka i dziecka, która uwzględnia zjedzenie różnych produktów. Jedząc racjonalnie raczej nie przekroczy się zalecanej dawki.

Tak samo my, ogrodnicy, musimy wiedzieć jak bezpiecznie uprawiać warzywa, bo zdarza się, że serwujemy je innym. Co prawda, nie mamy liczników wyliczających zawartość azotanów w roślinach, ale należałoby spełnić warunki, od których zależy dobra jakość uprawianych przez nas warzyw.


Jak prawidłowo uprawiać warzywa?

 

Azot pobrany przez roślinę z podłoża występuje w niej w formie azotanów. Jak już wspominałam, nie są one same w sobie szkodliwe, o ile będziesz je uprawiać prawidłowo, by nie zwiększać ich dopuszczalnej ilości.

Na zawartość azotanów ma wpływ gatunek rośliny i jej część jadalna, nawożenie azotem, termin zbioru oraz warunki glebowe i świetlne. Największa ich ilość będzie w warzywach krótkorosnąch (np. rzodkiewka, szpinak, sałata) oraz odmianach wczesnych (np. kapusta). Ważną zasadą, którą warto zapamiętać jest to, że najwięcej tych związków występuje w roślinie, której częścią jadalną są liście i łodyga, mniej - korzeń (prócz buraka ćwikłowego), a najmniej - owoce i nasiona. W tym przypadku rośliny skupiają większą uwagę na proces rozmnażania, a nie akumulacji złych substancji.

Warzyw nie powinno uprawiać się w złych warunkach świetlnych i w podłożu o odczynie kwaśnym, bo zwiększa się wtedy zawartość azotanów. Tak samo jest w przypadku gleb ciężkich. Lepiej zacząć rozluźniać je stopniowo, używając ściółki organicznej, np. w postaci siana, słomy, resztek roślinnych. Dbaj także o nawodnienie, bo powoduje wymywanie się złych substancji.

Warzywa powinno zbierać się w optymalnym terminie dojrzałości, ale nieznaczne jego opóźnienie obniża zawartość azotanów. Dodatkowy wpływ ma także niska temperatura, więc zbiór jarmużu zimą to dobry pomysł.

W sprzedaży dostępne są nasiona odmian warzyw z genetycznie mniejszą skłonnością do gromadzenia azotanów. Większość to F1, ale znalazłam też parę odmian tradycyjnych:

rzodkiewka Carmen

burak ćwikłowy Rywal, Nochowski i Okrągły ciemnoczerwony

sałata Królowa Majowych i Mira

 

 
Jak prawidłowo uprawiać warzywa, by ograniczyć zawartość azotanów:

wybierz stanowisko słoneczne

nie siej i nie sadź zbyt gęsto

jesienią sprawdź pH gleby i jeśli jest kwaśne to rozsyp dolomit

dbaj o nawodnienie upraw

nie używaj obornika w miejscu gdzie będą wysiane warzywa szybkorosnące, np. rzodkiewka, sałata, szpinak i nie podlewaj ich żadnymi nawozami w trakcie wzrostu

warzyw kumulujących większe ilości azotanów lepiej nie uprawiać pod osłonami

warto zwrócić szczególną uwagę na: sałatę, szpinak, rzodkiewkę, buraki oraz wczesną kapustę i marchew


Przechowywanie warzyw też ma znaczenie

 

Złe przechowywanie warzyw sprzyja przekształcaniu azotanów w azotyny, dlatego nie powinno trzymać się ich w woreczkach foliowych ani w wodzie. Lepiej także kroić je tuż przed spożyciem.




Ogrodowe przebudzenie - Mary Reynolds

Ogrodowe przebudzenie - Mary Reynolds

Z początkiem roku do księgarni trafiła przepięknie wydana książka 'Ogrodowe przebudzenie' Mary Reynolds. A co kryje się pod tą niezwykle ozdobną okładką? O czym tak naprawdę pisze autorka? Zapraszam do przeczytania recenzji.     

Nim zacznę opisywać co zawiera książka i co o niej myślę, warto zwrócić uwagę na samego autora. Lubię wiedzieć kim jest dana osoba, co osiągnęła i czy ma wystarczającą wiedzę w danej dziedzinie. Autorka książki, Mary Reynolds to irlandzka architektka krajobrazu, która jako najmłodsza kobieta odniosła sukces w konkursie Chelsea Flower Show w 2002. To wydarzenie nie tylko na skalę europejską, ale i światową, gdzie by się wyróżnić, trzeba mieć ogromną wiedzę na temat roślin.

Książka 'Ogrodowe przebudzenie' nie jest typową ogrodniczą pozycją. Nie znajdziesz tam informacji jak uprawiać paprykę, pomidory, czy truskawki. Ona ma pomóc Ci spojrzeć inaczej na otaczającą przestrzeń. Pokazać jak dbać o glebę, jak z nią współgrać, a także z roślinami, zwierzętami i mikroorganizmami, by ogród stał się Waszym wspólnym miejscem.

"Ta książka jest przesycona staroirlandzkimi praktykami współdziałania z ziemią. To użyteczny poradnik, który pokaże wam jak krok po kroku przywrócić ziemi życie. Metody, które opisuję, wyrastają wprawdzie z mojej własnej kultury, ale z podobnych sposobów kultury tradycyjne na całym świecie korzystają od dziesiątków tysięcy lat. Składają się one na styl życia głęboko zakorzeniony w naszym DNA."
                                                                                                                        Mary Reynolds

 

O czym dokładnie jest książka 'Ogrodowe przebudzenie'?

 

Ta książka potrafi skusić swoim wyglądem. Twarda połyskująca oprawa, grube strony, czarno-białe projekty ogrodów, kolorowe grafiki i tasiemka dopełniająca całość. Z wyglądu książka ideał. Co zatem z zawartością?

 

spis treści ogrodowe przebudzenie
Przybliż, a dokładnie zobaczysz spis treści

'Ogrodowe Przebudzenie' Mary Reynolds jest pisana lekko, prosto i przejrzyście. Z początku czyta się ją jak fantastyczną powieść pełną magii i pradawnych wierzeń, by w następnych rozdziałach otrzymać konkretne porady.

"Ziemia przez długi czas pozostawiona samej sobie powraca do stanu dzikości i swobody. Staje się samowystarczalna i niezależna jak zdziczałe zwierzę. Tworzy silne środowisko, zdrowy, zrównoważony ekosystem, na który składają się rośliny, zwierzęta i mikroorganizmy. Jeśli jednak dziewiczy obszar wykarczuje się i zacznie uprawiać, staje się zależny od zamieszkujących go ludzi i podporządkowany ich celom. Jest jak dziecko - by się zdrowo rozwijać i zyskać samodzielność, potrzebuje miłości i uwagi."

Mary Reynolds

Pierwszy rozdział mówi o połączeniu się z ziemią, co wydało mi się nazbyt sentymentalne. Praktykowany przeze mnie rodzaj medytacji to odpoczynek z kawą  i wsłuchiwanie się w śpiew ptaków. Tak najlepiej odpoczywam i uwalniam myśli. Nie jestem osobą wysoko wrażliwą, twardo stoję na ziemi, dlatego spacer na boso po ogrodzie z pustym żołądkiem i przytulanie drzew jest dla mnie czymś dziwnym. Zawsze jednak staram się mieć otwarty umysł na nowe doświadczenie, poznanie innych kultur i wierzeń. Najbardziej interesująca mnie część tego rozdziału to przełom w życiu Mary, w którym zaczęła projektować naturalistyczne ogrody.

W drugim rozdziale natomiast, autorka skupia się na projektowaniu ogrodu. I jakie było moje zdziwienie, gdy ujrzałam tak artystyczne projekty ogrodów. Piękne, geometryczne, ze zróżnicowanym kształtem terenu i chyba najważniejsze, każde z przesłaniem. Swój ogród tworzę na bieżąco, tak jak w danej chwili czuję. Nigdy nie interesowało mnie planowanie rabat na papierze (wyjątkiem jest warzywnik), ale jestem pod ogromnym wrażeniem prac Mary i niektóre uwagi wezmę sobie do serca podczas spontanicznych zmian w ogrodzie.

W trzecim rozdziale Mary opisuje leśne ogrodnictwo, ale nie tak dosłownie rozumiane. Chodzi tu o to, by tworzyć ogród tak jak robi to las. Autorka podaje konkretne porady jak stworzyć taką współgrającą ze sobą przestrzeń.

Ostatni rozdział to dla mnie wisienka na torcie, bo opisuje alternatywne techniki uprawy ogrodu. Znajdziesz w nim sposoby jak wykorzystać umiejętności zwierząt, jak tworzyć naturalne preparaty oparte na ogrodnictwie biodynamicznym i jak pielęgnować drzewa.

 

"Zauważyłam, że ludzie zestrojeni z naturą sprawiają wrażenie pogodzonych ze sobą i swoim przeznaczeniem i nie mają potrzeby, żeby o cokolwiek prosić. Po prostu ufają życiu i wierzą, że dopóki będą podążać swoją ścieżką i kierować się głosem serca, dostaną wszystko, czego im potrzeba. Zdają sobie sprawę, że tak naprawdę istnieje tylko tu i teraz. Wszystko inne jest iluzją. Szczęście i spokój zawsze mamy na wyciągnięcie ręki."

Mary Reynolds 

Lubię kontakt z naturą, rozumiem jak ważna jest gleba i współpraca z żywymi organizmami. Niektórzy mogliby uznać, że jestem nazbyt ckliwa, ale ja po prostu w pewnych kwestiach potrafię być wrażliwa. Podchodzę racjonalnie do życia, do uprawy ogrodu. Czytam prace ekspertów, szukam naturalnych rozwiązań, więc interesuję się uprawą biodynamiczną. Nie wierzę jednak w kalendarz biodynamiczny, co może Cię trochę zdziwić. Preparaty biodynamiczne są dla mnie przykładami naturalnych nawozów. Lubię poznawać myślenie innych, ale nie we wszystko muszę wierzyć. Wybieram dla siebie co najlepsze. I tak było z tą książką. Poznałam leśne ogrodnictwo, kolejne naturalne preparaty i to w jaki sposób można wykorzystać umiejętności zwierząt gospodarskich. Myślę, że każdy w tej książce znajdzie coś dla siebie. Grunt to być otwartym na nowe.

 

Czytałaś/eś książkę 'Ogrodowe przebudzenie'?



Copyright © 2016 Ogród przydomowy - blog ogrodniczy, uprawa warzyw , Blogger, Pozycjonowanie strony: VD.pl