Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uprawa warzywnika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uprawa warzywnika. Pokaż wszystkie posty
Jak to się stało, że w Polsce pojawiły się środki ochrony roślin? Historia i ciekawostki

Jak to się stało, że w Polsce pojawiły się środki ochrony roślin? Historia i ciekawostki

A czy zastanawialiście się kiedyś, skąd w ogóle wzięły się środki ochrony roślin w Polsce? Jak rolnicy i ogrodnicy radzili sobie z chorobami i szkodnikami zanim powstały pierwsze instytucje i przepisy? Zapraszam Cię w podróż do przeszłości, od domowych mikstur po narodziny państwowej ochrony roślin, która dziś chroni nasze plony i przyrodę.

 

Początki ochrony roślin

Na początku XX wieku rolnicy i ogrodnicy radzili sobie tym, co mieli pod ręką. Stosowano naturalne metody – wapno, popiół, wyciągi z roślin – ale wraz z pojawianiem się coraz to nowych szkodników sięgano po inne, dostępne w gospodarstwie substancje.

W dwutygodniku z 1905 roku o nawie „Ogrodnik Polski” znalazłam ciekawostkę: na kiłę kapusty stosowano oprysk z nafty 😶 Była to substancja łatwo dostępna i tania, ale niebezpieczna. Natomiast na amerykański mączniak agrestu zalecano ciecz bordoską (mieszaninę siarczanu miedzi i wapna) oraz siarkę potasową.

Te przykłady pokazują, że ogrodnicy już wtedy mieli świadomość chemicznego zwalczania chorób roślin – choć korzystali głównie z prostych, „domowych” środków.

 

Pierwsze kroki – koniec XIX wieku

Za początek zorganizowanej ochrony roślin w Polsce uznaje się uchwałę Sejmu Krajowego w Galicji z 28 września 1889 r. Do tego czasu każdy rolnik chronił swoje uprawy na własną rękę – jak umiał i czym dysponował.

Ta uchwała była przełomowa, bo po raz pierwszy państwo zajęło się tym tematem na większą skalę. Zaczęto regularnie sprawdzać stan zdrowotny upraw, spisywać szkodniki i choroby oraz prowadzić badania naukowe nad tym, jak im przeciwdziałać. Pojawił się plan, instytucje i ludzie odpowiedzialni za ochronę roślin w całym kraju, a nie tylko w pojedynczych gospodarstwach.

Na początku XX wieku powstawały się zatem pierwsze pracownie badawcze: w 1904 r. w Warszawie, kilka lat później w Krakowie. W 1912 r. warszawska placówka przyjęła nazwę Stacji Ochrony Roślin. W kolejnych latach tworzono nowe instytucje, m.in. w Puławach (1918), Bydgoszczy i Lwowie – odpowiadały na rosnące zagrożenie chorobami i szkodnikami.

 

1919 – pierwszy przełomowy krok

Rok 1919 to czas tuż po zakończeniu I wojny światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Kraj był wyniszczony działaniami wojennymi, a rolnictwo wciąż opierało się na tradycyjnych metodach i drobnych gospodarstwach.

W tym czasie pojawił się pierwszy oficjalny, państwowy krok – uchwalono pierwszą polską ustawę o ochronie roślin. Wprowadzała obowiązek zwalczania określonych szkodników, m.in. mszycy wełnistej (korówki). Odnalazłam ulotkę z roku 1919 gdzie Ministerstwo Rolnictwa i Dóbr Koronnych (Państwowych) nakazało zwalczać tego szkodnika, za pomocą spirytusu skażonego (dziś denaturatu) i szarego mydła lub nafty i szarego mydła.

 

Źródło: „Mszyca wełnista i jej zwalczanie”, Warszawa: Ministerstwo Rolnictwa i Dóbr Koronnych, 1919, ze zbiorów Biblioteki Narodowej.


Dzięki tej ustawie rolnicy nie byli już zdani wyłącznie na własne doświadczenie i domowe mikstury – państwo zaczęło koordynować działania, doradzać i wprowadzać pierwsze przepisy, które miały chronić plony na szerszą skalę.

 

Okres międzywojenny – rozwój sieci stacji ochrony roślin

W latach 20. i 30. XX wieku sieć stacji ochrony roślin w Polsce rozrastała się systematycznie. Powstawały placówki m.in. w Toruniu, Cieszynie, Poznaniu, Krakowie, Wilnie, Łodzi czy Lublinie. Każda nowa stacja odpowiadała na lokalne potrzeby rolników i ogrodników, pomagając w rejestracji szkodników, doradzając przy zwalczaniu chorób roślin i prowadząc badania naukowe. Szczególnym impulsem do zakładania tych instytucji było zwalczanie raka ziemniaka, który w tym okresie stanowił poważne zagrożenie dla upraw.

W tym czasie środki ochrony roślin wciąż nie były powszechnie dostępne w sklepach. Trafiały raczej do rolników przez instytucje państwowe i organizacje rolnicze, a ich stosowanie wymagało wiedzy i umiejętności.

Już w 1927 roku Prezydent RP wydał rozporządzenie o zwalczaniu chorób i szkodników roślin oraz o tępieniu chwastów, które wprowadzało jednolite przepisy obowiązujące w całym kraju. Dokument ten stał się podstawą do systematycznej walki z chorobami i szkodnikami, pozwalając rolnikom i instytucjom na skuteczniejsze planowanie ochrony upraw. Dzięki temu początkowe, chaotyczne działania powoli przekształcały się w zorganizowany system ochrony roślin w Polsce.

 

Źródło: Rozporządzenie Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 19 listopada 1927 r., Warszawa 1927, Druk. Państwowa, ze zbiorów Biblioteki Narodowej.

W 1939 r. zalecano już bardziej „przemysłowe” środki, np. karbolinę sadowniczą (emulsja na bazie produktów z ropy naftowej) na mszyce i szpeciele, ciecz kalifornijską (inaczej siarka wapienna) na przędziorki, zieleń paryską (zielony bardzo toksyczny proszek) na szkodniki gryzące czy arsenian ołowiu lub wapnia (również bardzo toksyczne dla ludzi i zwierząt).

 

Źródło: Walka chemiczna z chorobami i szkodnikami sadów, Jaworzno: Azot,1939, ze zbiorów Biblioteki Narodowej.

 

Po wojnie – profesjonalizacja i rola państwa

Po II wojnie światowej ochronę roślin odbudowano i zcentralizowano. Powstały inspektoraty, referaty i sieci stacji wojewódzkich. W latach 50. i 60. uchwalano kolejne ustawy, które:

•  nakładały obowiązek zwalczania określonych chorób i szkodników,

•  preparaty mogły trafiać do obrotu dopiero po uzyskaniu zezwoleń (np. zarządzenie z 1965 r.)

•  finansowały niektóre zabiegi z budżetu państwa – np. zwalczanie stonki ziemniaczanej.

 

Powstanie PIORiN i współczesność

W latach 90. powołano Państwową Inspekcję Ochrony Roślin, a w 2004 r. – po połączeniu z Inspekcją Nasienną – dzisiejszy PIORiN. Jej celem jest ochrona upraw i przyrody przed groźnymi chorobami i szkodnikami.

Gdy kupujesz sadzonki w sklepie ogrodniczym, zamawiasz nasiona przez internet albo sięgasz po środek ochrony roślin – prawie zawsze w tle działa PIORiN, czyli Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa. To instytucja, która stoi na straży zdrowia roślin w Polsce.

 

Co PIORiN robi na co dzień?

•  Kontroluje zdrowie roślin i materiału szkółkarskiego – dzięki temu kupujesz sadzonki, nasiona czy krzewy wolne od najgroźniejszych chorób i szkodników.

•  Pilnuje importu roślin – każda roślina z zagranicy musi przejść kontrolę i mieć tzw. paszport roślin. To właśnie dlatego w przesyłkach internetowych widzisz specjalne etykiety.

•  Nadzoruje środki ochrony roślin (ŚOR) – sprawdza, czy preparaty dopuszczone do sprzedaży są bezpieczne i mają odpowiednie etykiety.

•  Monitoruje pozostałości pestycydów – bada płody rolne i rośliny, by mieć pewność, że normy nie są przekraczane.

•  Publikuje komunikaty o zagrożeniach – ostrzega o nowych chorobach, szkodnikach czy pladze, np. zarazy ziemniaczanej.

 

Patrząc wstecz, widać wyraźnie, jak bardzo zmieniła się ochrona roślin. Kiedyś rolnicy nie byli informowani, jak chronić siebie i innych przed działaniem stosowanych preparatów – wspominano jedynie, że są toksyczne.

Dziś, oprócz standardowych środków ochrony roślin, otrzymujemy rzetelną wiedzę na ich temat oraz wskazówki, jak stosować je bezpiecznie dla siebie i otoczenia. W ostatnich latach coraz więcej szkodników można zwalczać także przy użyciu biologicznych alternatyw. Dzięki temu to, co kiedyś było chaotycznym eksperymentowaniem, stało się profesjonalną, naukowo opartą ochroną roślin.

 

Artykuł powstał w oparciu o informacje z oficjalnej strony PIORiN.
 
 
Jeśli wciągnęła Cię historia ochrony roślin, prześlij ten artykuł znajomemu ogrodnikowi ;)
 
Gosia 


Nie boję się błędów: ogrodnicze wpadki, które nauczyły mnie najwięcej

Nie boję się błędów: ogrodnicze wpadki, które nauczyły mnie najwięcej

Prawda jest taka, że mimo ponad dziesięciu lat spędzonych w ogrodzie, błędy zdarzają mi się co sezon. Czasem zabraknie czasu, albo życie wrzuci dodatkowe obowiązki i nagle jakaś ważna rzecz wylatuje z głowy. Innym razem intuicja szepnie: „spróbuj tak”, a w praktyce okazuje się, że trzeba było zrobić zupełnie odwrotnie. A czasami – pogoda ma własny scenariusz i żadne plany nie pomogą.

Dawniej bardzo się tym frustrowałam. Teraz patrzę na to inaczej – każdy błąd to po prostu kolejna lekcja, która sprawia, że z sezonu na sezon jestem lepszą ogrodniczką. Poniżej wymieniam te, z których wyciągnęłam najważniejsze wnioski.

 

Każdy wysiew ma swój czas

Kto nie wysiewał pomidorów w lutym, niech pierwszy rzuci kamieniem :P W mediach społecznościowych sezon ogrodniczy zawsze nabiera tempa już z początkiem roku, więc kto pierwszy ten łapie szybko kontent i masę obserwatorów. W praktyce wygląda to tak: wybujałe siewki, które kończą jako wiotkie sadzonki, mniej odporne na wiosenne przymrozki. Teraz wiem – wszystko ma swój czas. Pomidory wystarczy wysiać pod koniec marca, by móc po II połowie maja wysadzać je w miejsce docelowe.

 

Hartowanie roślin z dala od pełnego słońca 

Gdy zaczynałam swoją przygodę z uprawą pomidorów, to były jeszcze czasy blogowe – w internecie nie było tylu poradników, co dziś. Wystawiłam więc wszystkie swoje rozsady na południową stronę, przy samej elewacji domu. Majóweczka była piękna i słoneczna, więc – jak możecie sobie wyobrazić – rozsady dostały niezłą „saunę”. Liście trochę ucierpiały, ale na szczęście rośliny były dobrze nawodnione, więc jakoś to przetrwały.

 


 

Dziś już wiem, że hartowanie to proces. Lepiej zaczynać od cienia, potem półcienia, stopniowo wydłużać czas na słońcu i dopiero po kilku dniach przenieść rośliny w pełne światło. Dzięki temu liście mają szansę przyzwyczaić się do ostrzejszych warunków i nie doznają poparzeń.

 

Trawy ozdobne powinno dzielić się tylko wiosną

Pewnej jesieni, w przypływie energii, postanowiłam podzielić moje rozplenice. Wydawało mi się, że skoro byliny często dzieli się wiosną lub jesienią, to i trawy ozdobne poradzą sobie bez problemu. Niestety – żadna się nie przyjęła. Dopiero później dowiedziałam się, że rozplenice najlepiej dzielić wiosną, gdy ruszają z wegetacją, a nie podczas ich kwitnienia.

To była bolesna, ale bardzo cenna lekcja – teraz już wiem, że przed większymi pracami warto sprawdzić wymagania konkretnej rośliny.

 

Nie każda roślina to dobry sąsiad

Jesienią posadziłam czosnek ozimy odmiany ‘Harnaś’ między krzaczkami młodych truskawek, które ledwo co odmłodziłam. Niestety latem okazało się, że truskawki zabierały wodę i składniki odżywcze, a czosnek co prawda urósł duży, ale nie gigantyczny, jak planowałam.

Kilka lat temu spróbowałam też uprawy czosnku wiosennego w ten sam sposób i efekt był jeszcze gorszy – potężne truskawki całkiem go zagłuszyły. Teraz wiem, że śródplon (wyjaśnienie tego słowa znajdziesz we wpisie Jak zaplanować efektywny warzywnik?) nie zawsze się sprawdza.

 

Każda roślina potrzebuje przestrzeni do wzrostu

Kilka lat temu posadziłam aż 10 kg ziemniaków na naprawdę małej przestrzeni. Krzaczki tak porozrosły, że bałam się wejść popielić i wszystko zarosło chwastami. Pod koniec lata odkryłam mnóstwo malutkich bulwek zamiast dorodnych ziemniaków.
Wyciągnęłam lekcję – mniej znaczy więcej. Lepiej posadzić mniej ziemniaków, ale dać im przestrzeń, niż upychać na siłę.

 

Ściółka nie zastąpi podlewania

I kolejny błąd z tego sezonu - zastosowałam ściółkę w postaci słomianego pelletu w szklarni pod pomidorami i myślałam, że przez większość czasu krzaczki miały wilgotno.  Tak drobna ściółka mnie zmyliła, bo pomidory wykazały duże niedobory, które próbowałam uzupełnić nawozami a w konsekwencji wyszło że były za mało nawodnione.

 

Nie lekceważ ściółki — ona naprawdę działa

Jednego roku posadziłam ogórki w warzywniku bez żadnej ściółki. Po deszczach chwasty zawładnęły zagonem i szukanie ogórków stało się przygodą. Dziś już wiem, że koniecznie muszę stosować ściółkę podczas uprawy ogórków. Od kilku lat używam folii biodegradowalnej, którą zobaczyłam kiedyś w pewnym gospodarstwie.

 

Młode rośliny są bardziej narażone na atak ślimaków

Z iloma to ja roślinami musiałam się pożegnać, bo zniknęły w paszczach ślimaków… Jednego roku nie miałam ani cukinii, ani dyni, innego straciłam całą kolekcję podpędzanych dalii. Przerobiłam chyba wszystkie „domowe sposoby”: pułapki piwne, wieczorne łapanie, sól, trociny, okrzemki – i nic nie zadziałało na dłużej. Nie mam grządek podwyższanych, więc nie testowałam taśm miedzianych ani elektrycznych zapór.


 

Dziś wiem jedno – jeśli chcę, by młode sadzonki przetrwały, trzeba działać skuteczniej niż tylko łapać ślimaki. Stosuję dwie metody: ekologiczne granulki na bazie fosforanu żelaza (bezpieczne dla psa, kota i jeża, które mam w ogrodzie) oraz przecinanie ślimaków na miejscu. Nie ma znaczenia, że ślimaki są kanibalami, ale są roślinożerne. Po przecięciu rozłożą się na miejscu, wzbogacając glebę organicznie. W ogóle większość organizmów glebowych jak dżdżownice, larwy chrząszczy, skoczogonki, itp. po śmierci ulega rozkładowi w glebie. Ich ciała stają się źródłem materii organicznej i składników odżywczych, które wzbogacają glebę i wspierają rośliny. To naturalny element obiegu materii w ekosystemie.

Ekologiczne granulki stosuję wyłącznie wiosną, gdy rośliny są mniejsze i wrażliwsze, niż większe okazy.


Zimna Zośka to nie banał

Kiedyś zrobiłam własną rozsadę aksamitek – byłam z siebie taka dumna! Ale nie miałam jeszcze szklarni, a sadzonki rosły jak szalone i zajmowały coraz więcej miejsca w domu. Pomyślałam więc: „wysadzę wcześniej, przecież już jest ciepło”. Zrobiłam to jeszcze przed „Zimną Zośką” – i o jakie było moje zdziwienie, gdy następnego dnia zobaczyłam zupełnie zniszczone, zdechłe rośliny. Przymrozek zrobił swoje.

Teraz już wiem, że aksamitki, pomidory, ogórki, dynie i inne ciepłolubne muszą czekać do momentu, gdy gleba się nagrzeje, a ryzyko przymrozków naprawdę minie. Lepiej trzymać sadzonki tydzień dłużej pod dachem, niż stracić całą rozsadę w jedną zimną noc.


Zachowaj umiar w nawożeniu

Jednego roku, sadząc pomidory w szklarni, do każdego dołka dodałam granulowany obornik i sporo własnego kompostu. Pomyślałam – „będą miały bogato!”. No i faktycznie – po kilku tygodniach rośliny były gigantyczne, liście ogromne i soczyście zielone, ale słabo kwitły i owocowały.

Nie ma co szaleć z nawozami, nawet tymi naturalnymi, bo można rośliny przenawozić. Najbezpieczniej jest je dawkować.


Nowe metody? Najpierw teoria, potem praktyka

Jednego sezonu postanowiłam wypróbować nawożenie roślin przy użyciu bokashi. Wykopałam większy dół, wyłożyłam do niego resztki z bokashi, przysypałam ziemią i od razu posadziłam sadzonki. Niestety nie doczytałam wcześniej, że trzeba odczekać około dwóch tygodni, aby pH z kwaśnego podłoża ustabilizowało się na poziomie bezpiecznym dla roślin. Moje sadzonki nie miały tyle czasu i padły po tygodniu.

 

Każda wpadka to lekcja

Dziś podchodzę z większym luzem do tego, co się wydarzyło. Każdy sezon to nauka. Dzięki temu w kolejnym postąpię inaczej.

W ogrodnictwie nie chodzi o perfekcję. Chodzi o radość, odkrywanie i uczenie się – nawet z błędów. Bo to właśnie one sprawiają, że ogród jest nasz, że staje się miejscem, które tworzymy własnymi rękami, sercem i głową.

A Wy? Macie swoje „ogrodnicze wpadki”, z których dziś się śmiejecie?



Uprawa ogórków w szklarni

Uprawa ogórków w szklarni

Ogórki to jedne z tych warzyw, które smakują najlepiej prosto z krzaka – soczyste, chrupiące i pełne świeżości. Uprawa w szklarni daje ogromne możliwości – pozwala na wcześniejsze zbiory, stabilne plony i mniejsze ryzyko chorób spowodowanych kaprysami pogody. Co więcej, dzięki kontrolowanym warunkom mogę ograniczyć stosowanie chemii i skupić się na naturalnych metodach pielęgnacji.

W tym wpisie opowiem o moim sposobie na zdrowe i smaczne ogórki szklarniowe – od wysiewu, przez sadzenie, aż po pielęgnację i ochronę przed chorobami. Jeśli marzysz o własnych ogórkach, ale nie wiesz, od czego zacząć, to zapraszam do lektury!


Przygotowanie rozsady

Uprawiam ogórki szklarniowe wyłącznie na rozsadę, aby szybciej cieszyć się ich smakiem, choć oczywiście można je również wysiać bezpośrednio do gruntu. Nasiona wysiewam w połowie kwietnia, używając ziemi przeznaczonej do siewu. Jeśli jesteś ciekaw, jaką ziemię wybrać, zapraszam do mojego wpisu na ten temat! Umieszczam po jednym nasionie w doniczce P9, co pozwala uniknąć uszkodzeń korzeni podczas późniejszego przesadzania. Rozsadę trzymam od początku w szklarni, dzięki czemu nie muszę jej hartować, a rośliny mają dostęp do odpowiedniej ilości światła. Gdy zdarzają się spadki temperatury, przykrywam je grubą agrowłókniną. Optymalna temperatura dla kiełkowania nasion ogórków to 25–28°C.


Sadzenie rozsady ogórków w szklarni

Rozsadę ogórków sadzę razem z pomidorami, czyli jakoś w drugiej połowie maja lub na początku czerwca, w zależności od pogody. Przy sadzeniu kopię większy dołek, który wypełniam nawozem, np. kompostem, obornikiem świeżym lub granulowanym. Ogórki preferują lekką, przepuszczalną glebę o pH 6,5-7,0. Choć książkowo rośliny sadzi się w rozstawie 100-120x30 cm, ja w mojej szklarni sadzę je nieco gęściej. Z racji ograniczonego miejsca, muszę szczególnie pilnować cyrkulacji powietrza.


Pielęgnacja i warunki uprawy ogórków szklarniowych

Ogórki są roślinami ciepłolubnymi. Optymalna temperatura do wegetacji to 25-30°C w dzień i 20-25°C w nocy. Ważne jest regularne wietrzenie szklarni, aby zapobiec przegrzewaniu się roślin. Podlewanie powinno być obfite, ale należy unikać zraszania liści, aby zminimalizować ryzyko chorób grzybowych.

Regularne usuwanie pędów bocznych, odpowiednie nawadnianie oraz nawożenie dostosowane do fazy rozwojowej rośliny są ważne dla zdrowego wzrostu i obfitego plonowania. Ogórki szklarniowe uprawiam na jeden pęd, regularnie obcinając pędy boczne za drugim lub trzecim liściem. Dzięki temu zbiorę więcej ogórków. Po zebraniu plonu z niższych partii, usuwam tam też resztę liści.
 
Ponadto, jak pęd główny przerośnie na wysokość szklarni, zgina się i wije z powrotem w dół, a z obciętych pędów bocznych pod koniec lata wyrastają ponownie owocujące pędy.
 
Ściółkowanie, np. skoszoną trawą lub słomą, pomaga utrzymać wilgoć w glebie. Ogórki są bardzo wrażliwe na niedobór wody, więc to ważny element ich pielęgnacji.


Podpory i prowadzenie pędów

Ogórki szklarniowe, które prowadzę na jeden pęd owijam wokół jutowego sznurka. Nie używam sznurka sizalowego, ponieważ nie można go kompostować, a odplątanie z niego pędów jesienią jest pracochłonne. Wolę użyć naturalnego materiału i razem z wyrwaną rośliną wrzucić go do kontenera BIO. Mieszkam w mieście, a zatem nie posiadam przestrzeni na osobną pryzmę, gdzie można wrzucać chore rośliny. Zawsze pod koniec sezonu pędy ogórków są porażone chorobami, najczęściej jest to u mnie mączniak rzekomy.

Wiem, że sporo osób uprawiając warzywa powie, że patogeny wyginą zimą lub w gorącym kompoście, dlatego sprawdziłam dla Was te informacje.

Mączniak rzekomy to choroba wywoływana przez patogeny grzybopodobne z grupy lęgniowców. Większość patogenów ginie w temperaturach poniżej -20°C, ale niektóre przetrwalniki (oospory) mogą przeżyć zimę w glebie. Zginą jedynie kompostując zarażone resztki roślinne w temperaturze powyżej 55°C. Zatem pozostawiając je, należy dopilnować temperatury, ale lepiej nie przekraczać 65°C, bo wtedy istnieje ryzyko, że pożyteczne bakterie i organizmy zaczną wymierać.

Mączniak rzekomy

Mączniak rzekomy ogórka objawia się żółtymi, nieregularnymi plamami na górnej stronie liści, które z czasem brunatnieją i zasychają. Na spodniej stronie liści, w miejscach plam, pojawia się fioletowo-szary nalot – to zarodniki patogenu. W miarę postępu choroby liście więdną, zwijają się i obumierają, co osłabia roślinę i zmniejsza plon.


Nawożenie ogórków

Ogórki są roślinami o dużym zapotrzebowaniu na składniki odżywcze. Regularne nawożenie, zwłaszcza w okresie kwitnienia i owocowania, zapewni zdrowy wzrost i obfite plony. Na start sadząc rozsadę jak wspominałam wcześniej stosuję kompost lub obornik. Po zaaklimatyzowaniu się roślin w miejscu docelowym stosuje, np. gnojówkę z pokrzyw, która zawiera duże ilości tytanu, pobudzającego do bujnego wzrostu. Czasem stosuję też dodatkowo algi. W trakcie kwitnienia zmieniam nawóz na taki, który zawiera duże dawki potasu, np. gnojówkę z żywokostu lub nawozy bio, które akurat dostaję do współpracy.


Zwalczanie chorób i szkodników

Uprawa w szklarni zmniejsza ryzyko wystąpienia wielu chorób, jednak warto być czujnym. Regularny przegląd roślin pozwala na wczesne wykrycie ewentualnych problemów i jeśli na jakimś liściu pojawi się coś co mnie zaniepokoi, usuwam go od razu. Jak wspominałam u mnie najczęstszej występuje mączniak rzekomy, ale problematyczny może być też przędziorek. Tu polecam użyć dobroczynka - to gatunek drapieżnego roztocza, który żywi się  tym szkodnikiem.

 

Wybór odpowiedniej odmiany

I tu w końcu dochodzimy do najważniejszego tematu - wybór odmiany pod osłony. Przy uprawie ogórków czy to gruntowych czy szklarniowych polecam wybierać odmiany F1, które są odporniejsze na choroby. Oczywiście kupując nasiona należy przeczytać na jakie choroby jest odporna dana odmiana. Ja w tym sezonie będę testować Ines F1 - odporną na parcha dyniowatych i mączniaka prawdziwego oraz tolerancyjną na mączniaka rzekomego. Przetestowałam przez 4 lata kilka odmian ogórków szklarniowych i nadal szukam tej jedynej.

 

Jeśli uprawiasz ogórki w szklarni lub planujesz zacząć, daj znać w komentarzu! Chętnie poznam Twoje doświadczenia, sprawdzone odmiany i sposoby na zdrowe, obfite plony. A jeśli masz pytania – śmiało, postaram się pomóc! 🌱😊

 

Mam też dla Ciebie świetną wiadomość! Już niedługo ukaże się mój e-book o uprawie warzyw, pełen praktycznych porad i sprawdzonych metod. Przez pierwsze 3 dni będzie dostępny w promocyjnej cenie!

Jeśli chcesz otrzymać powiadomienie o premierze i skorzystać z promocji, zapisz się na listę mailingową.

 

 

Nie zapomnij też zajrzeć do innych wpisów na blogu – znajdziesz tam więcej praktycznych porad o uprawie warzyw.

Powodzenia w ogrodniczych przygodach!

Gosia



kalendarz księżycowy (inaczej biodynamiczny) – czy naprawdę działa?

kalendarz księżycowy (inaczej biodynamiczny) – czy naprawdę działa?

Czy to możliwe, że najlepszy czas na sianie marchewki zależy od Księżyca? Wielu ogrodników w to wierzy – ale czy mają rację? Kalendarz księżycowy od lat budzi kontrowersje. Jedni uważają go za nieocenione narzędzie, inni za zwykły przesąd. Postanowiłam przyjrzeć się temu bliżej i sprawdzić, czy rzeczywiście warto planować prace ogrodowe w rytmie faz Księżyca.

 


Czym jest ogród biodynamiczny?

To właśnie z niego wywodzi się kalendarz księżycowy, choć niewiele osób o tym wie. Koncepcję rolnictwa biodynamicznego stworzył w latach 20. XX wieku austriacki filozof Rudolf Steiner. Uważał on, że ogród to żywy ekosystem, w którym wszystko powinno działać w harmonii – od gleby i roślin po zwierzęta i… wpływy kosmiczne.

 

Jak to się zaczęło?

Wszystko zaczęło się w marcu 1924 roku, kiedy Steiner został zaproszony do Kobierzyc pod Wrocławiem przez grupę rolników zaniepokojonych skutkami intensywnego stosowania sztucznych nawozów. W serii wykładów, później zebranych w książce Kurs rolniczy (tak, czytałam ją!), zaproponował alternatywne podejście do uprawy – bardziej naturalne i zgodne z rytmem natury.

Wprowadził m.in. preparaty biodynamiczne, które miały wspierać życie w glebie, oraz podkreślił znaczenie sił kosmicznych w rozwoju roślin. To właśnie wtedy narodziła się idea korzystania z kalendarza księżycowego w ogrodnictwie.

 

O co chodzi w ogrodzie biodynamicznym?

W ogrodzie biodynamicznym każda roślina, zwierzę i kawałek gleby mają swoje miejsce w większym ekosystemie. Rudolf Steiner, twórca tej filozofii, uważał, że ogród to zamknięty system, w którym nic się nie marnuje – wszystko krąży, wracając do cyklu życia, wzbogacając ziemię i wspierając zdrowie roślin i zwierząt.

Można to porównać do dobrze działającego zespołu. Wyobraź sobie grupę ludzi, którzy pracują razem, każdy odpowiada za swoją część, ale wszyscy muszą ze sobą współpracować, by osiągnąć wspólny cel. Jeśli każdy członek zespołu wykona swoje zadanie w odpowiednim czasie i w odpowiedni sposób, cały proces przebiegnie sprawnie, a wynik będzie zadowalający. Podobnie w ogrodzie biodynamicznym każdy element – rośliny, zwierzęta, mikroorganizmy – pełnią określoną rolę, a ich współpraca sprawia, że ogród funkcjonuje zdrowo i harmonijnie. Czasami trzeba dostosować tempo pracy lub zmienić sposób działania, ale kluczowe jest to, by wszystkie elementy wspierały się nawzajem.

🌱 Wiedza i intuicja – Ogrodnictwo biodynamiczne łączy naukowe podejście do roślin z głęboką intuicją i obserwacją natury. W tym ogrodzie chodzi o odczytywanie rytmów natury i dostosowywanie działań do cyklicznych procesów w przyrodzie.

🔄 Zamknięty obieg materii – Biodynamika stawia na jak najbardziej samowystarczalne gospodarstwo. Oznacza to, że materia, która pojawia się w ogrodzie, powinna być w pełni wykorzystana. Kompostowanie, obornik i inne naturalne nawozy, pozyskiwane głównie z własnego ogrodu, stanowią podstawę zrównoważonego obiegu w ekosystemie ogrodowym.

🌌 Energia kosmosu – Tak, Księżyc i inne ciała niebieskie mają tu swoje miejsce. W ogrodach biodynamicznych wierzy się, że wpływ Księżyca (i innych ciał niebieskich) na wzrost roślin jest rzeczywisty.

🌍 Ożywienie gleby – Gleba to nie tylko miejsce, gdzie rosną rośliny, ale prawdziwy ekosystem pełen mikroorganizmów. W ogrodnictwie biodynamicznym ogromną wagę przykłada się do dbania o zdrowie gleby. Kompostowanie, stosowanie naturalnych nawozów, obornika, a także specjalnych preparatów biodynamicznych, które wspomagają mikroorganizmy w glebie, jest kluczowe.

🌿 Wzajemne oddziaływanie roślin – Sztuka biodynamiki polega na umiejętnym dobieraniu roślin, które wspierają się nawzajem, tworząc zrównoważony ekosystem.

🐄 Rola zwierząt w ekosystemie – Biodynamika nie zapomina o zwierzętach, które pełnią istotną rolę w ogrodzie. Nie tylko dostarczają nawozu w postaci obornika, ale także pomagają utrzymać równowagę, kontrolując populacje szkodników i wspierając zdrowie całego ekosystemu.

 

Preparaty biodynamiczne – tajemnicze mikstury?

Biodynamika nie opiera się jedynie na kalendarzu księżycowym – równie ważne są preparaty biodynamiczne. Przygotowuje się je z naturalnych składników, takich jak obornik, krzemionka, czy zioła, a ich zadanie to poprawienie jakości gleby i wzmocnienie roślin.

W ogrodach biodynamicznych stosuje się dziewięć preparatów, z których najważniejsze to:

🪵 Preparat 500 (z krowieńca) – stosowany do oprysku gleby. Przygotowuje się go, mieszając obornik z wodą deszczową przez godzinę w jednym kierunku, a potem w drugim (tzw. dynamizacja). Nie wolno używać naczyń żeliwnych ani ocynkowanych.

💎 Preparat 501 (krzemionka) – oprysk na części nadziemne roślin. Stosuje się 1g krzemionki na 10l wody, mieszając w ten sam sposób co preparat 500.

🌿 Preparaty roślinne (502-507) – na bazie rumianku, krwawnika, pokrzywy, kory dębu, mniszka lekarskiego i waleriany dodaje się do kompostu.

🔮 Preparat 508 - ze skrzypu polnego – do oprysku roślin

 

Proces przygotowania preparatów biodynamicznych

Preparaty biodynamiczne przygotowuje się w sposób szczególny, a ich produkcja jest ściśle związana z rytmem natury i cyklem Księżyca. Zgodnie z naukami Steinera, preparaty te muszą być „włączone” w ziemię w określony sposób, aby mogły w pełni wykorzystać energię kosmiczną.

Najważniejszym aspektem przygotowania preparatów jest ich wzbudzanie – czyli proces mieszania preparatu w wodzie. Preparat 500 i 501 mieszany jest przez około godzinę, w formie okrężnych ruchów w jednym kierunku, a potem przez kolejną godzinę w odwrotnym kierunku. Tego rodzaju ruchy mają na celu „wzbudzenie” energii w preparacie i pobudzenie go do działania na poziomie energetycznym.


Czy Księżyc rzeczywiście ma wpływ na rośliny?

Zwolennicy kalendarza księżycowego twierdzą, że podobnie jak Księżyc oddziałuje na pływy oceaniczne, tak samo wpływa na soki roślinne, wzrost korzeni i owocowanie. W praktyce wygląda to tak, że ogrodnicy stosują kalendarz księżycowy, aby wybrać „sprzyjający” dzień do wykonania danej czynności w ogrodzie:

🌱 W nowiu najlepiej siać rośliny o jadalnych korzeniach, bo energia kieruje się w dół, do gleby.
🌿 W pierwszej kwadrze warto wysiewać warzywa liściowe, bo soki roślinne unoszą się ku górze.
🍎 W pełni dobrze zbierać plony – owoce są wtedy bardziej soczyste.
✂️ Podczas ubywającego Księżyca warto przycinać rośliny – rany goją się szybciej.

Brzmi ciekawie, ale… czy są na to dowody?

Chociaż istnieją różne teorie dotyczące wpływu Księżyca na wzrost roślin, brak jednoznacznych, naukowych dowodów potwierdzających jego istotny wpływ. W badaniach pojawiają się sugestie, że grawitacja Księżyca może wpływać na wilgotność gleby, a także na soki roślinne, jednak wyniki są niejednoznaczne. Zdecydowanie większe znaczenie w rozwoju roślin mają czynniki takie jak światło słoneczne, jakość gleby, skład odżywczy oraz odpowiednia pielęgnacja. Te elementy są szeroko badane i potwierdzone naukowo jako kluczowe dla zdrowia i wzrostu roślin.


Ogród biodynamiczny – tak, ale bez magii

Choć nie jestem fanką teorii o kosmicznych wpływach na marchewkę, doceniam ekologiczne podejście biodynamiki: naturalne nawozy, kompostowanie, dbałość o mikroorganizmy, zamknięty obieg materii. To wszystko sprawia, że ogród staje się zdrowszy i bardziej harmonijny.

Wiele osób stosuje kalendarz księżycowy i twierdzi, że działa. Może to kwestia większej uwagi, jaką wtedy poświęcamy roślinom? A może to po prostu wiara, która – jak w wielu dziedzinach życia – potrafi działać cuda?

Inni natomiast traktują kalendarz biodynamiczny jako narzędzie do organizacji prac ogrodowych, nie mając zdania, czy wierzą w jego działanie. W końcu planowanie siewów, zbiorów i pielęgnacji roślin zawsze się przydaje – bez względu na to, czy robimy to według faz Księżyca, czy po prostu według własnego rytmu. Sama lubię mieć wszystko pod kontrolą, dlatego korzystam z Organizera Ogrodowego 2025 – ułatwia mi to zarządzanie ogrodem przez cały rok.

 

Opisy preparatów biodynamicznych pochodzą z książki Biodynamiczna uprawa roślin w ogrodzie działkowym PZDKR z 1988r.

 

A Ty?
Korzystasz z kalendarza księżycowego,
czy podchodzisz do tego z przymrużeniem oka? 😊

Gosia



Co opłaca się uprawiać w warzywniku i dlaczego?

Co opłaca się uprawiać w warzywniku i dlaczego?

Zapaleni ogrodnicy na pytanie, co opłaca się uprawiać, odpowiedzą: WSZYSTKO. Z jednego nasiona wyrasta przecież dorodna roślina, a jej wartość zdrowotna jest bezcenna. Jednak nie każdy ma dużo miejsca, czasu lub siły. Jeśli tworzysz swój warzywnik po raz pierwszy, ten wpis pomoże Ci wybrać najbardziej opłacalne warzywa do uprawy. To poradnik stworzony z myślą o początkujących ogrodnikach, którzy chcą osiągnąć najlepsze efekty w swoim warzywniku.



 
 

Mój warzywnik: Wielkość i układ

 
Mój warzywnik jest dostosowany głównie do moich sił i codziennych obowiązków. Większego terenu nie dałabym rady utrzymać ze względu na dzieci, dom oraz inne części ogrodu, które również wymagają uwagi. Warzywnik został powiększony kilka lat temu i obecnie ma około 70 m², a dodatkowo posiadam szklarnię o powierzchni 12 m². Dla ziół stworzyłam oddzielną rabatę, co ułatwia ich pielęgnację i zbiór.

Na początku mojej ogrodniczej przygody siałam nasiona bez większego planu – jak leci. Dopiero z czasem zaczęłam planować warzywnik, biorąc pod uwagę nasze preferencje żywieniowe, opłacalność uprawy, a także możliwości gleby i lokalnego klimatu. Dzięki temu nasz ogród daje teraz nie tylko plony, ale także ogromną satysfakcję.

Nie mogę powiedzieć, co każdy z Was powinien uprawiać – to zależy od Waszych potrzeb. Podpowiem jednak, które warzywa przynoszą największe korzyści i dlaczego warto na nie postawić i to nie tylko ze względów finansowych.



Jakie warzywa opłaca się uprawiać w warzywniku?

Moja opinia

 

 

ZIEMNIAKI

Ziemniaki to gatunek numer jeden na mojej liście, choć przez wiele lat się przed nim broniłam. Dlaczego? Bo są niedrogie. Nie oszukujmy się, ziemniaki nie kosztują wiele, ale uprawa ich ma inną korzyść. Ciężko dostać te warzywa bez nawozów, bądź przetrzymywane w dobrych warunkach. Och, ile razy się na to nacięliśmy, kupując cały wór. Albo pleśniały, albo po ugotowaniu szarzały, nie były 'słodkie', a czasem nawet smakowały nawozem. Jeden sadzeniak daje parę dużych ziemniaków, a jego uprawa wcale nie jest trudna i pracochłonna. Ziemniak nie ma dużych wymagań, jedynie potrzebuje miejsca, choć i na to są sposoby. Coraz częściej można się spotykać z uprawą ziemniaków w workach bądź kubłach.



POR

Opłaca się go uprawiać, głównie ze względu na cenę. Potrafi nawet kosztować 6zł/szt. Uprawa rozsady jest banalna. Por nie zabiera wiele miejsca i może zimować w gruncie.


SZPINAK


Kocham szpinak i zjadam go na kanapce zamiast sałaty. W sprzedaży jest dostępny cały rok i cena nie jest jakaś wygórowana. Chciałam Wam zwrócić uwagę na coś innego - formę pakowania. Sprzedawany jest w plastikowym opakowaniu, co może mieć wpływ na kumulację azotanów w roślinie i oczywiście na niepotrzebną produkcję plastiku. Ogromną zaletą szpinaku jest to, że można siać go wszędzie, szybko wchodzi i jest kompletnie bezproblemowy. 
 

FASOLKA SZPARAGOWA


To jest naprawdę opłacalne warzywo. Z jednego krzaczka można zebrać plon na parę obiadów. A cena w sezonie potrafi być wysoka. Fasolka rośnie dość szybko i można siać ją kilka razy w sezonie, do gruntu i na rozsadę. Dla osób mających wysokie podpory - polecam fasolkę tyczną szparagową.


RZODKIEWKA

 
Pisząc ten tekst doszłam do wniosku, że opłaca się wysiewać wszystkie nowalijki. Świeże warzywa wiosną, po okresie zimowym, to prawdziwy zastrzyk witamin i składników mineralnych. Dla osób posiadających szklarnię lub tunel foliowy zadanie jest ułatwione, ale nawet bez nich, można osiągnąć dobry plon, korzystając z zimowej agrowłókniny.
Paczka nasion rzodkiewki kosztuje około 2,50 zł, a z takiej ilości można zebrać nawet kilkanaście pęczków – to ogromna oszczędność w porównaniu z zakupem gotowego produktu w sklepie. Dodatkowo, rzodkiewka wyróżnia się krótkim czasem wzrostu i świetnie nadaje się na przedplon. Po jej zebraniu miejsce w warzywniku można przeznaczyć na inne rośliny, maksymalizując wydajność uprawy.





KOPER


Koperek z własnego ogrodu to dla mnie podstawa! Najlepiej rośnie rozsypany rzutowo i ten najczęściej zostawiam do zaprawiania oraz na nasiona. Jesienią natomiast lubię wysiać go na poplon, by zebrać i zamrozić na zimę. Jesienny koperek jest często bez mszycy.
 

 
 

BURAKI


Nigdy nie udało mi się kupić słodkich buraków w sklepie. Te uprawiane własnoręcznie mają zupełnie inny smak, szybciej się gotują i botwinka jest gratis.


CUKINIA


Cukinię opłaca się uprawiać ze względu na cenę. Jeden krzaczek może dać aż 40 owoców, a w porównaniu do dyni nie zajmuje aż tyle miejsca. Co więcej, zerwana cukinia może być przechowywana w lodówce nawet przez 3 tygodnie.
 

DYNIA


Dynia jest warzywem, które potrzebuje dużo miejsca na rozrost pędów i większość odmian wcale nie jest plenna. Ale dobrze poprowadzona jedna sadzonka, dobrej odmiany, może dać naprawdę spory plon.
 

 


CZOSNEK


Kolejnym bezproblemowym, a zarazem opłacalnym warzywem, jest czosnek ozimy. Jedna główka czosnku kosztuje ok. 2,50 zł, a zawiera kilka dużych ząbków, które przekształcą się w osobne rośliny. W tym sezonie oszczędności na czosnku wyniosły mnie 95 zł. Czosnek ozimy jest mało wymagający – sadzi się go jesienią, a do zbioru jest gotowy pod koniec czerwca. Dodatkowo, usuwając pędy kwiatostanowe, można je również wykorzystać w kuchni.
 
 



GROSZEK

Z kolei groszek cukrowy, gdy zrywa się go bezpośrednio z krzaka, jest tak świeży i słodki, że można go uznać za deser. Nie wymaga dużo miejsca, nie potrzebuje skomplikowanej rozsady i można go wysiać wczesną wiosną, gdy tylko ociepli się gleba. Groszek nie potrzebuje zaawansowanych podpór – wystarczą stare gałęzie i sznurek. Dodatkowo, dzieci uwielbiają zrywać i wybierać zielone kulki, co sprawia, że uprawa groszku jest także świetną zabawą.
 


POMIDORY


Ciężko kupić pomidory takie jak te wyhodowane samemu. W naszych ogrodach pomidory dojrzewają na krzakach tyle ile potrzebują, co właśnie daje ten niepowtarzalny smak. Największy plon dadzą odmiany wysokie, ale też mają większe wymagania. Najmniej uwagi wymagają pomidory koktajlowe, które można uprawiać nawet w donicach.




OGÓRKI


Kupno dobrych ogórków gruntowych graniczy z cudem. Gospodarstwa często nie trzymają się okresu karencji po oprysku, przez co ogórki po przerobieniu w słoiki mogą smakować jak płyn do naczyń. Ponadto, kupując ogórki gruntowe trzeba liczyć się z tym, że zostały pryskane.
Ogórki gruntowe są wyjątkowo łatwe w uprawie. Kluczowe znaczenie ma odpowiedni moment wysiewu oraz wybór właściwej odmiany. To pozwala uzyskać obfity plon i zdrowe rośliny. Dodatkowo, uprawiając ogórki samodzielnie, można całkowicie zrezygnować z chemicznych oprysków, stosując naturalne metody ochrony roślin. 



Jeśli zależy Ci na obfitym plonie i zdrowych ogórkach, niedługo w sprzedaży będzie mój e-ebook, w którym będę dzielić się szczegółowymi poradami dotyczącymi:

  • wyboru najlepszych odmian ogórków,
  • skutecznych, naturalnych metod ochrony roślin,
  • technik uprawy, które zwiększają plon bez konieczności użycia chemii.

Dzięki tym wskazówkom zyskasz nie tylko smaczne i zdrowe ogórki, ale także satysfakcję z ekologicznej uprawy!

 

WARZYWA WIELOLETNIE


Warto je uprawiać na obrzeżach warzywnika tak, aby nie przeszkadzały przy jego pielęgnacji wiosną i jesienią. Warzywa wieloletnie to taka inwestycja, bo wystarczy kawałeczek ziemi, a plon sam się pojawia. Nasza tylko w tym głowa, aby sukcesywnie go zbierać. Mam w swoim ogrodzie szczaw, rabarbar, pietruszkę naciową, chrzan, szczypiorek, szparagi i czosnek niedźwiedzi.

ogród przydomowy, opłacalne warzywa, co opłaca się uprawiać

Zrezygnowałam z uprawy:
  • korzenia pietruszki - ciężko o jego wzejście
  • bobu - mało opłacalny, długo rośnie, duży nalot mszyc
  • słonecznika - roślina zbyt żarłoczna, na rabatach wysiewam słonecznik ozdobny
  • brukwi - mocno atakowana przez szkodniki 
  • patisona - ma duże gniazdo nasienne, wolę cukinię
  • endywii - nie smakowała

Podsumowując, planowanie warzywnika to nie tylko kwestia wyboru roślin, które opłaca się uprawiać, ale także dostosowania ich do własnych potrzeb, preferencji i możliwości. Każde warzywo ma swoje zalety, a samodzielna uprawa przynosi nie tylko oszczędności, ale również pewność co do jakości i zdrowotności plonów.

Czy w Twoim warzywniku są rośliny, które szczególnie polecasz? A może masz swoje sposoby na maksymalizację plonów? Podziel się w komentarzu swoimi doświadczeniami – chętnie się zainspiruję! 😊


Gosia