Odnawiamy wiklinowe meble

Odnawiamy wiklinowe meble



Parę lat temu kupiliśmy komplet wiklinowych mebli do ogrodu. Niestety często pozostawał na tarasie w czasie deszczu, przez co się zniszczył. Nie wyrzucimy takich dobrych mebli - postanowione - odnawiamy!

Jak widać na zdjęciu poniżej, siedziska były w dobrym stanie, ponieważ chroniły je poduszki dołączone do zestawu. Natomiast oparcia i nogi krzeseł bardzo zszarzały, tak samo jak blat stołu. Komplet od kupna był pokryty bejcą, taką "lisią". Lubimy meble w kolorze naturalnym lub zbliżonym do naturalnego, dlatego nie pomalowaliśmy ich na biało ani w innym żywym kolorze.


Zaczęliśmy od wyczyszczenia mebli z kurzu za pomocą zmiotki. Następnie Mężu Mój zabrał się za pokrycie mebli pierwszą warstwą farby olejnej w kolorze rudym. Po wyschnięciu, całość przemalował mieszanką rudego z białym, metodą suchego pędzla. Muszę przyznać, że pierwszy kolor trochę mnie przeraził. Wyobraziłam sobie ściany klatki schodowej w moim rodzinnym bloku ;) Ale efekt końcowy miło mnie zaskoczył :D


Kolor pokryty jest równomiernie, a meble wyglądają nietuzinkowo. Są piękne!


Poduszki dołączone do zestawu są bardzo jasne, a pozostawione na tarasie przez cały sezon okropnie się pobrudziły. Niestety zabrudzenia nie znikły po wypraniu ich w pralce. Chcę zatem kupić materiał i uszyć na nie poszewki z rzepami, które będę mogła zdjąć i wyprać. Ale o tym na pewno jeszcze przeczytacie ;)



Odświeżaliście kiedykolwiek wiklinowe meble?
Podzielcie się opinią w komentarzu ;)


sprawdź usługi ogrodnicze

Kompleksowe usługi ogrodnicze

Zajmę się Twoim ogrodem


Jest i maliniak!

Jest i maliniak!


Od zeszłego roku planowałam założenie maliniaka, tzn. rabaty z malinami tylko na 5 sadzonek. O uprawie malin nie pamiętałam za wiele z dzieciństwa. No może poza wspaniałym smakiem i tym, że każdy owoc trzeba sprawdzić, żeby robaka nie zjeść ;) Natomiast musiałam się dokształcić pod względem uprawy. Najbardziej interesuje mnie to jak postępować z sadzonkami malin, aby dawały jak najwięcej owoców. Nie chciałam zawalać się literaturą, zresztą nie lubię czytać nocą, więc wybrałam poradnik w wersji kieszonkowej z wiedzą w pigułce, z najważniejszymi zagadnieniami, opartymi na doświadczeniu autorki.


W poradniku Justyny Krulczuk "Uprawa malin w ogrodzie i gospodarstwie" oprócz cennych rad są przepyszne przepisy kulinarne z malinami w roli głównej, a zdjęcia są tak kuszące, że mam ochotę zjeść kartki :P Książka jest bardzo czytelna, a dzięki małemu formatowi zmieści się do kieszeni fartucha i mogę wyjąć ją w każdej chwili, gdy potrzebuję z niej skorzystać.


No dobrze, ale zanim będę się zajadać własnymi malinami to trzeba zasadzić krzaczki. W zacienionej części warzywnika, pod płotem, niedaleko chrzanu i szczawiu, znalazłam idealne miejsce dla moich sadzonek. No olśniło mnie w końcu po tylu nieudanych próbach zagospodarowania terenu :)
Po przygotowaniu ziemi, tzn. odchwaszczeniu i dokarmieniu granulowanym obornikiem końskim. (tak, wiem, kurzy lepszy, ale kupiłam w zeszłym roku z ciekawości), posadziłam sadzonki dostatecznie głęboko, podlałam i wyściółkowałam słomą. I przyznam się Wam, że zapomniałam nazwy odmiany, taki ze mnie ogrodnik pffff :P



Maliny po miesiącu od posadzenia

To, o czym muszę pamiętać to jesienne przycinanie, odchwaszczanie, podlewanie w czasie suszy i dokarmianie gleby. Muszę też zadbać, aby żarłoczne przebrzydłe ślimaki nie polubiły młodych listków.  Znalazłam na to super sposób. Pewnie o tym niedługo przeczytacie. Bądź co bądź musiałabym jeszcze chyba trochę dokwasić te malinki. Co polecacie naturalnego? Fusy z kawy, herbaty, a może ocet? 


sprawdź usługi ogrodnicze

Kompleksowe usługi ogrodnicze

Zajmę się Twoim ogrodem


Przyjemność przede wszystkim

Przyjemność przede wszystkim

Witajcie!

Od kiedy Mały Chrabąszczyk pojawił się na świecie dni tak szybko uciekają, że nie nadążam za nimi. Niedawno był marzec i pierwsze wysiewy, a dziś ogród oszalał od nadmiaru chwastów. Warzywnik tak zarósł, że podczas porannego  kilkuminutowego obchodu udaję, że tego nie widzę ;) I świat nadal jest taki piękny :D


A tak, wprowadziłam do swojej codziennej rutyny kilkuminutowy poranny obchód, głównie dlatego, żeby mi całkiem wiosna i lato nie uciekły. Obchód, może troszkę na wyniośle brzmi, po prostu wychodząc z psem, wyrzucam przy okazji obierki do kompostownika i patrzę, co od dnia poprzedniego się zmieniło, co już można zebrać, a co jest jeszcze do zrobienia, gdy będzie już taka możliwość.
Na początku wiosny praca w ogrodzie szła nam sprawnie, dziecię współpracowało, Mąż wcześniej do domu z pracy wracał, a weekendy były nasze. Otworzyliśmy kompostownik i wysypaliśmy przerobioną część do warzywnika. Na warstwie kompostu zrobiłam zagony i posiałam to, co już można było, a to czego jeszcze nie, nadal czeka na wysianie. Ujarzmiliśmy truskawki i podsypaliśmy je słomą. Posadziliśmy maliny, borówki amerykańskie i jagodę kamczacką. Mąż zadbał o meble i pergole, a ja pieliłam wszystko jak leci.

Gdzieś tu były ziemniaki? ;)


Ale bądźmy szczerzy, czas pędzi nieubłaganie, warzywnik zarósł i rabaty z kwiatami też i jeszcze trawa rośnie jak szalona, ale jak już się weźmiemy za robotę to się za nami kurzy ;) Dziecię oddajemy pod opiekę Babci i w 3 godziny można już coś zrobić. W moim super nowym, praktycznym i kobiecym fartuszku firmy Lavandera robota idzie pełną parą. A tak! Jest idealny do pielenia, kopania, przycinania, podlewania, a nawet krótkiej niedzielnej wizyty w ogrodzie czy na działce. Nie wierzę, że wpadacie do swojego raju na chwilę i nawet nie wyrwiecie tego chwasta, co zaplątał się w buraczkach albo nie zerwiecie czerwoniutkiej truskaweczki. A po chwili okazuje się, że jesteście ufajdani od stóp do głów :) Tak, znam to!


Mam jeszcze jedną ogromną wadę, zawsze gubię różowego fiskarsika i potem Mąż się na mnie denerwuje, ja latam jak z pieprzem po domu i ogrodzie, zastawiając się gdzie go położyłam. I takim oto cudem, co roku mam nowy sekator i gderającego Męża nad głową. Organizer - fartuszek potrafi oszczędzić czas, nerwy Męża i moje uszy, bo ma mnóstwo przegródek. Ponadto, szybko się go nakłada i zdejmuje, gdyż posiada klamrę zatrzaskową, a nie zwykłe pasy do wiązania. Zatem nawet w rękawiczkach jestem w stanie go rozpiąć.
A która z Was przeglądając garderobę odkłada stare i podniszczone ubrania do pracy w ogrodzie? Koniec z tym! Na stronie www.lavandera.pl są jeszcze inne piękne ogrodnicze fatałaszki. Ta firma wie jak dbać, abyśmy wyglądały kobieco a zarazem czuły się komfortowo, pracując w ogrodzie.



A teraz przerwa w pracy, ma ktoś ochotę  na pierwszą truskaweczkę w sezonie? :)


A jak w Waszych ogrodach? Rozkoszujecie się na co dzień tym co dookoła, a potem nadrabiacie wszystko w jeden dzień czy wręcz odwrotnie?

sprawdź usługi ogrodnicze

Kompleksowe usługi ogrodnicze

Zajmę się Twoim ogrodem


Bo z Mamą to nie można było się lenić

Bo z Mamą to nie można było się lenić

Mama to zupełne przeciwieństwo Taty. Mamy każdy się musiał słuchać i gdy coś kazała to trzeba było wykonać. Dlatego Mama zawsze mówiła co, kto ma na działce robić. Bo jak już kiedyś wspominałam, na działkę szliśmy całą rodziną, co sobotę, nawet w wakacje. A który dzieciak marzy o pieleniu w wakacje?!
No tak, trzeba było swoje zrobić. Zawsze trochę popieliłam, popodlewałam, pozbierałam owoce i pędem uciekałam do Dziadka Gienka na działkę. Czasem to Mama nawet sprawdzała co robię i jak się obijałam to mi się "po uszach" dostało. 
Mama zarządzała całą naszą działką. Przygotowywała grządki, rozporządzała, gdzie, co wysiać lub przesadzić, co wypielić. Mama lubiła też powymieniać się krzaczkami lub kwiatami z innymi działkowiczami. Z zebranych na działce owoców i warzyw robiła przetwory, czasem nawet po nocach, bo tyle tego było. Tak dobrego dżemu truskawkowego na pewno nie jedliście 😉
Mieliśmy sporo owoców. Cały tył działki obsadzony był wiśniami, była też jeżyna (niestety z kolcami), truskawki, maliny, pigwa, porzeczki, agrest, jabłka, poziomki oraz borówki amerykańskie. Przy wejściu na działkę były posadzone małe iryski, a wzdłuż ścieżki piwonie, do dziś moje ulubione kwiaty. Po środku działki był kran z pordzewiałą beczką, a obok niej jedyna róża, o rubinowym kolorze. Nie mieliśmy altanki. Zamiast niej, po środku była polana, gdzie robiliśmy ognisko. W sobotę, zawsze po skończonej pracy, było prawdziwe biesiadowanie, z kiełbaskami na kijkach.
Pomimo tego, że Mama trzymała nas "twardą ręką" moje dzieciństwo było udane. Dziś każde z nas jest już dorosłe, każde poszło swoją drogą, działki mają nowych właścicieli, tylko wspomnienia nam zostały...
Dziękuję Ci Mamo za to, kim jestem dziś. Za to, że stoję twardo na ziemi, za to, że lubię gotować, za to, że nabyłam wiele działkowych umiejętności, dzięki którym mogę tworzyć swój własny ogród...

Wybaczcie mojej pomarańczowej karnacji, ale 10 lat temu byłam na etapie smażenia się na solarium :D

A w mój pierwszy Dzień Matki życzę sobie oceanu cierpliwości 😂


sprawdź usługi ogrodnicze

Kompleksowe usługi ogrodnicze

Zajmę się Twoim ogrodem


Podlewanie roślin doniczkowych, czyli jak zadbać o miejską dżunglę

Podlewanie roślin doniczkowych, czyli jak zadbać o miejską dżunglę



Trend miejskiej dżungli (Urban Jungle) nadciągnął do nas z zagranicy i podbija internet. Kilka roślin doniczkowych ustawionych blisko siebie i jesteś już na topie ;) Moda modą, ale jak w łatwy sposób zadbać o rośliny, do których dostęp jest utrudniony? Jak ich nie przesuszyć ani nie przelać? Mam dla Ciebie kilka rozwiązań.


Nawadniacz Blumat do roślin doniczkowych

 

Dozownik Blumat dostarcza dokładnie takiej ilości wody, jakiej rośliny w doniczkach potrzebują, niezależnie od miejsca w jakim są ustawione. Woda jest zasysana cienką rurką z wybranego pojemnika i wypuszczana do rośliny przez gliniany stożek. Taki sposób podlewania to świetne rozwiązanie, gdy chcemy ustawić rośliny w skupisku. Wystarczy ozdobny wazon zaopatrzyć w wodę i włożyć do niego rurki. Podlewanie nigdy nie było takie łatwe!




Nakładka na butelkę 


Ceramiczne nawadniacze butelkowe można nałożyć na przezroczystą butelkę po wodzie mineralnej, którą łatwo zamaskować. Nakładki na butelkę idealnie sprawdzą się podczas naszej nieobecności przez 5-7 dni. I to nie tylko w opiece nad roślinami domowymi, ale balkonowymi również ;)



Dozownik Scheurich


Dozowniki w postaci żaby Froggy bądź ptaka Bördy to nie tylko ozdoba. Przejrzysty plastik pozwoli łatwo dostrzec, kiedy woda musi zostać uzupełniona. Dozownik  należy włożyć do ziemi w doniczce i napełnić wodą, która będzie stopniowo zasilała roślinę poprzez gliniany stożek.


Dozownik przypominający kieliszek szampana z musującymi bąbelkami wykonany z wysokiej jakości plastiku to ciekawa ozdoba pomieszczenia. Woda w zasobniku starcza na około 4 dni, a my w tym czasie możemy zająć się ogrodem ;)



A Ty jakie masz sposoby na podlewanie roślin doniczkowych?



sprawdź usługi ogrodnicze

Kompleksowe usługi ogrodnicze

Zajmę się Twoim ogrodem


Copyright © 2016 Ogród przydomowy - blog ogrodniczy , Blogger