Zero waste moimi oczami

Zero waste moimi oczami


źródło

Zero Waste wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych, a polską przodowniczką tejże idei została Kasia, która od paru lat prowadzi bloga Ograniczam się. Ostatnio zasłynęła z pierwszej w Polsce książki na ten temat. Idea ZW nie każdemu może się podobać, ponieważ wymaga poświęcenia i wdrążenia się, ale to tylko od nas samych zależy, gdzie postawimy granice i co zmienimy w naszym postępowaniu.
 

Czym jest zero waste?

 

ZERO WASTE, inaczej zero śmieci, to maksymalne ograniczenie generowania odpadów. Idea ta uczy zdrowego podejścia do zakupów opartych na podstawowych potrzebach oraz niemarnowania produktów. ZW ma na celu zachować równowagę w środowisku i zostawić planetę w co najmniej takim stanie, w jakim ją zastaliśmy.

Założenia Zero Waste?
  • rezygnacja z pakowanych produktów
  • ponowne użycie produktów jednorazowych
  • przetwarzanie
  • kompostowanie
  • wprowadzenie minimalizmu


Jak wprowadzić Zero Waste do swojego życia? 

 

Naszym pierwszym krokiem w stronę ZW były gruntowne porządki. Dzięki nim wiemy, co już posiadamy, czego mamy za dużo, co zamienić, a z czego zrezygnować. Niepotrzebne sprzęty sprzedaliśmy, a ubrania oddaliśmy po rodzinie i do kontenera PCK. To, co już się nie nadawało niestety trzeba było wyrzucić do odpowiednich pojemników. Mam wrażenie, że wejście na drogę minimalizmu pomaga nam się oczyścić i stwierdzić jak wiele rzeczy jest nam niepotrzebnych.
Kolejnym pomysłem jaki wprowadziliśmy w naszą codzienność to przemyślane zakupy, na które zabieramy listę  i własne torby. Jak już się trafi nam foliówka w ręce to używamy jej ponownie. Z upływem czasu zaczęłam też zwracać uwagę, które produkty są poporcjowane albo w nieodpowiednim opakowaniu. Co jakiś czas przeglądam spiżarnię i w pierwszej kolejności wykorzystuję produkty, które się w niej znajdują. Kupujemy rozsądniej, korzystamy z usług krawcowej i szewca, naprawiamy i wykorzystujemy to, co uzbieraliśmy przez lata. Ostatnio zaczęłam namiętnie szydełkować i robić na drutach, wykorzystując uzbierane dotąd włóczki.
Od dawna też  segregujemy śmieci i korzystamy własnego kompostownika. Wykańczanie domu z ogrodem niestety wiąże ze sobą większe generowanie odpadów niż mieszkanie. Korzystamy zatem z miejskiego gratowiska, do którego można oddać rzeczy wielkogabarytowe, w tym sprzęty oraz gruz. Każdy z mieszkańców ma obowiązek posegregowania przywiezionych rzeczy do odpowiednich kontenerów.
Zaczęłam również powoli ograniczać kupno środków czystości. Ocet służy mi nie tylko w kuchni, ale też do usuwania kamienia i mycia podłóg. Nie zrezygnowałam całkowicie z zakupu produktów do sprzątania, natomiast robię to z rozmysłem i w większych opakowaniach. Nie mam już 30 różnych preparatów do każdej powierzchni, a co jakiś czas próbuję korzystać z naturalnych sposobów walki z brudem, niekiedy z marnym skutkiem, ale nie poddaje się ;)
Jedno jest pewne, jestem już świadoma generowania odpadów mojej rodziny, małymi krokami zmniejszamy te ilości.



 

Jak znaleźć granice?

 

Jak już wspominałam idea Zero Waste to forma poświęcenia się. Dziś świat mknie do przodu, technologia się rozwija, a my zachłysnęliśmy się dostatkiem. Kto by kiedyś pomyślał, że papier toaletowy będzie mięciutki, pachnący i zapakowany w folię? A nie pozostanie szary i zawieszony na sznurku, który można wykorzystać. Wiem, że nie uniknę produkcji odpadów, ale mogę je zmiejszyć. Nie umiem zrezygnować z pewnych produktów, a niektóre praktyki ZW są ponad moje możliwości, m.in. zastosowanie kubeczka menstruacyjnego, czy pieluchy wielorazowe. Nie mogę przemóc się też chodzić do sklepu z własnymi opakowaniami. Po paru nieudanych próbach użycia własnych foliówek na targowisku zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest moja granica. Podjęłam rozmowę z Mężem, który nie był zwolennikiem ZW i ustaliliśmy wspólnie z jakich złych nawyków możemy zrezygnować, w jaki sposób zastąpić to, czego nie zmienimy a co pozostawimy bez zmian.


 Gdzie można robić bezodpadowe zakupy?

 

Istotną rzeczą przy zmniejszeniu ilości generowania śmieci jest możliwość kupienia produktów bez opakowań. Nie w każdym miejscu możemy się czuć komfortowo, prosząc o zapakowanie do własnego pojemnika. Kupno mięsa, sera czy surówki to nie taka prosta sprawa, ale są miejsca, w których sprzedawcy są otwarci na takie propozycje.

 

targowisko 

 

W mojej miejscowości targowisko działa w środy i soboty. Można tam kupić jajka, warzywa, owoce, nabiał i mięso od rolników. My kupujemy głównie warzywa, owoce, jajka i miód z pobliskiej pasieki. Ogórki i kapustę kiszoną można kupić w wymiennym wiaderku oraz chrzan i ćwikłę w słoiczku. Wytłoczki na jajka służą nam na wymianę, a te, które kupimy w sklepie, oddajemy przy okazji. Panie zawsze chętnie przyjmują. 



warzywniak

 

W warzywniaku łatwo jest kupić produkty do własnej torby czy kartonu. W sezonie owoce pakowane są do papierowych pojemników albo do kobiałki, którą można wykorzystać ponownie, nie tylko do tego celu.



kooperatywa spożywcza

 

To nieformalna grupa producentów i jej odbiorców, gdzie dokonuje się zakupów bez pośredników. Niestety większość kooperatyw organizowanych jest w dużych miejscowościach i nie zawsze można w nich kupić rzeczy bez opakowań. W październiku w mojej miejscowości powstała  Eko stacja - Pruszczańska kooperatywa spożywcza, ale jeszcze nie miałam okazji do niej zajrzeć.


sklep z produktami na wagę

 

W mojej miejscowości nie ma takiego sklepu, jest natomiast Młyn Gospodarczy, w którym można zakupić produkty suche, również do własnych opakowań.


mlekomaty

 

Lista dostępnych mlekomatów znajduje się na stronie TMleko. Najbliższy mlekomat jest oddalony o 20km od mojej miejscowości. Sprawdź na stronie, może wcale nie masz daleko ;)

mlekomat w Gdyni; źródło


Niektóre rozwiązania ZW są dostosowane do większych miast jak m.in. mlekomaty czy giveboxy. Nie we wszystkich miejscowościach będzie też kooperatywa spożywcza. Dlatego każdy, kto chce żyć w duchu Zero Waste musi sam znaleźć rozwiązania w swoim otoczeniu, które spowodują mniejsze generowanie odpadów. W najlepszym położeniu są jednak osoby mieszkające na wsi. Jeśli same nie posiadają zwierząt gospodarskich to chociaż mają dojścia do świeżego mleka, jaj, mięsa a czasem nawet i chleba.



Zero Waste a ogród



Pragnę zwrócić uwagę, że temat Zero Waste jest głównie podejmowany przez osoby mieszkające w mieszkaniach, często w większych miastach. To właśnie oni mają największą trudność z zagospodarowaniem odpadków organicznych. Brak balkonu, na którym mogliby trzymać kompostownik, albo odpowiedniego osiedlowego kontenera stwarza nie lada problem. Ogród zatem odgrywa sporą rolę w idei ZW. Wystarczy, że obierki po owocach czy skorupki po jajkach wrzucę na kompostownik i w przyszłym roku posiane rośliny na tym skorzystają. Ponadto, warzywnik w sezonie daje nam pewną niezależność, a przy tym nie generujemy niepotrzebnych śmieci. Deski, śrubki, śrubeczki i inne wykorzystujemy ponownie do różnych konstrukcji w ogrodzie. Drewno, które nie nadaje się do przerobienia, tniemy i przechowujemy w drewutni, aby na zimę palić nim w kominku.



Co prawda, ogród wiąże się również z kupnem paliwa do kosiarki (kabel się nie sprawdzi przy tej powierzchni), preparatów do konserwacji drewna i farb, pędzli, czy rękawiczek wielorazowych. Niektóre z tych opakowań wykorzystujemy ponownie, np. wiadra służą nam do plewienia, bądź sporządzania gnojówki z pokrzyw. Ostatnio kupując sadzonki na targowisku, pakuję je bezpośrednio do reklamówki, pozostawiając sprzedawcom doniczki. Po wiosennych porządkach, sporą część swojej kolekcji oddałam paniom sprzedającym rośliny, które na pewno wykorzystają je ponownie. Niektóre sadzonki kupuję też  u Starszego Pana, który pakuje roślinki w gazety.
W tym sezonie udało nam się uratować ławki sąsiada przed wyrzuceniem, odnawiając je i ustawiając w naszym ogrodzie. Z czego jestem mega dumna ;)



A Ty zwracasz uwagę na generowanie śmieci przez siebie lub/i swoją rodzinę?
Co robisz, aby produkować mniej odpadów? 



źródło:  Katarzyna Wągrowska "Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej."  Kraków 2017

Moja wishlista #1, czyli o czym marzy pasjonatka ogrodnictwa

Moja wishlista #1, czyli o czym marzy pasjonatka ogrodnictwa

Już jakiś czas temu do internetów wkroczył temat wishlist. Niestety jeszcze na żadnym blogu ogrodniczym się z tym tematem nie spotkałam. A my, ogrodnicy, amatorzy czy też nie, marzenia mamy. I to nie tylko o nowych roślinach do ogrodu :P
Ale co to takiego? Wishlista to nic innego jak lista życzeń, opracowana w formie kolażu. Poniżej to o czym marzę w tej chwili...

wishlista, pasjonatka, ogród, marzyć, wishlist

1.Książka "Ogród małych kroków" Waxman Abbi - Empik / 2.Ramka z obrazkiem z liściem - Zara Home / 3.Naszyjnik z dmuchawcem w żywicy - www.coralrose.pl / 4.Hotel dla motyli - Bakker.com / 5.Koszulka z ogrodniczym napisem - I love appael / 6.Monstera w doniczce - kwiaciarnia

1. Książka "Ogród małych kroków"

Jakiś czas temu przez przypadek czytając pewien blog lifestylowy trafiłam na recenzję tej książki. Nie jest to książka ogrodnicza, a wzruszająca powieść z ogrodem w tle. 

2. Przezroczysta ramka z liściem

Moja sypialnia urządzona jest w stylu leśnym, tzn. oliwkowe ściany, ciemne brązowe meble oraz złote i botaniczne dodatki. Na blogu pokazałam już kawałek pokoju, a w nim leśne rysunki w złotych ramkach wykonane przez Moją Teściową. Od jakiegoś czasu marzy mi się jeszcze taka przezroczysta ramka z liściem paproci. Już nawet myślałam czy by nie ususzyć jej własnoręcznie, ale nie spotkałam się z przezroczystą ramką, którą mogłabym postawić na komodzie.

3. Naszyjnik z dmuchawcem w żywicy

Natknęłam się na niego w zeszłym roku, szykując posta o prezentach dla ogrodniczki. Dmuchawiec to przyjemna puszysta kulka, lekka, ulotna dlatego tak bardzo mi się podoba.

4. Hotel dla motyli

Powiesiłabym go w pobliżu kocimiętki, która jest najbardziej obleganym kwiatem przez motyle w moim ogrodzie. Uwielbiam na nie patrzeć, pijąc kawkę i wylegując się na ławce w letni poranek. 

5. Koszulka z ogrodniczym napisem

W Polsce ciężko znaleźć koszulkę ze śmiesznym i przyciągającym wzrok napisem. Ostatnio firma Legutko wprowadziła do swojej oferty ogrodniczą odzież. Co prawda napisy na koszulkach są mega skromne, ale to pierwszy krok :) 

6. Monstera

To roślina domowa, która skradła moje serce już dawno. Polowałam na cięte liście do wazonu, ale kwiaciarnie w mojej okolicy nie chcą sprzedawać dodatków. Z moich ustaleń wynika, że cięty liść monstery utrzymuje się w wodzie bardzo długo. Ale skoro nie mogę dostać dodatku do bukietu to upoluję sobie całą doniczkę :)

To już koniec mojej wishisty. Nie pozostaje mi nic innego jak zacząć zbierać fundusze do świnki :P


A jakie TY umieścisz rzeczy na swojej wishliście?


Chrabąszczyk
Świąteczne inspiracje do domu i ogrodu

Świąteczne inspiracje do domu i ogrodu

Już parę razy zabierałam się do napisania posta, ale marnie mi to wychodziło. Każdy dzień to oczekiwanie, taka niepewność, kiedy nadejdzie TA chwila. Do ogrodu zaglądam codziennie, ale tylko po to, aby psiak się wybiegał. Wszystkie kwiaty już uschły, liście opadły, słońce przestało czarować... W takim momencie już czekam na śnieg, na drobne płateczki spadające z nieba. Już wtedy czuję zbliżające się święta, ten magiczny czas, zapach pierników, ciast i kominka... Ach! To już za miesiąc ;) 
W tym roku będzie u nas świąteczny minimalizm pod względem dekoracji. Nastawiamy się na bliskość, czułość,  pełny brzuszek i odpoczynek przy kominku. Bez pośpiechu, bez przepychu, totalny luz ;)
Na pewno nie zabraknie niewielkiej choinki, delikatnych ozdób, światełek przed wejściem do domu. Bo czym byłyby święta bez świątecznego nastroju? ;) Co prawda jeszcze przed nami reniferki, mikołaje, kolorowe pierniczki, choinka przyozdobiona własnoręcznymi dekoracjami, sztuczny śnieg na szybach, świąteczne witraże. Na wszystko przyjdzie pora, póki co widzę te święta tak...

źródło

źródło

Myślicie już o świętach czy tylko ze mną coś nie tak? 

;)

Chrabąszczyk
Recyklingowy płotek do warzywnika

Recyklingowy płotek do warzywnika


Marzyłam... Od ładnych paru lat... O płotku w warzywniku. Ha! I doczekałam się... kawałka :P Zostały zrobione dwa panele, a reszta w przyszłym roku.
Do budowy płotka wykorzystujemy zalegające nam materiały, czyli deski po paletach jednorazowych, długie listewki i pręty. Palety zostały rozebrane, a deski z nich powstałe - docięte, wyszlifowane i przytwierdzone do listewek. Drewno pomalowałam dwukrotnie lakierobejcą na kolor dąb złocisty a pręty czarną farbą olejną. Panele przytwierdziliśmy do prętów za pomocą kątowników i złączy, aby w nich nie wiercić.  


Zdjęcie zrobiłam nieco wcześniej. Dziś warzywnik jest już przekopany, a trawa skoszona ;)

Chrabąszczyk


A Ty masz płotek w warzywniku?

PS. Nadal czekamy ;)
W oczekiwaniu...

W oczekiwaniu...

To już nasze ostatnie wolne chwile, więc łapiemy z nich ile się da. Leniwie podchodzimy do porządków jesiennych w ogrodzie i do skończenia paru przydomowych zaległości. Koszenie idzie jak po grudzie, bo trawa jest ogromna i jakaś mokra, ale... kto by się tym przejmował :) 


Ogród jak na razie odchodzi na dalszy plan, bo już za niecały miesiąc ma się pojawić Mały Chrabąszczyk. Nie martwcie się wiosną spragnieni słońca i zieleni zabierzemy się za nadrobienie jesiennych zaległości. 


Najważniejsze, że warzywnik przekopany, trawa kosi się od dwóch dni po kawałeczku, warzywa i owoce zebrane, a meble i donice schowane przed mrozem. No musiałabym się zebrać w sobie i wykopać cebulki gladioli i dalii, które nie wzeszły przytłumione irysami i nawłocią. Choć i tak jestem zadowolona z rabaty pod płotem, bo zyskała w tym roku wiele gatunków kwiatów, głównie przez reorganizowanie ogrodu. 


Pojawienie się Małego Chrabąszczyka to oczywiście czas, w którym wszystko wywróci się do góry nogami. Nie mam zamiaru rezygnować z blogowania ani z uprawy ogrodu. Natomiast posty nie będą się pojawiać tak często, przynajmniej na początku. Mam znów w planach zmianę wyglądu bloga, bo to, co próbowałam zrobić własnymi siłami niestety do końca mnie nie zadowala. Zmiana ma być długoterminowa wraz z logiem. Blog zawsze będzie moją pasją, nie mam zamiaru na nim zarabiać, ale chciałabym, aby się rozwijał. 


Aaa... i jeszcze jedno. Nie mam zamiaru z bloga zrobić albumu rodzinnego. Nadal tematem przewodnim będzie ogród ;) Już mam obmyślonych parę ciekawych tematów.

Zatem do rychłego zobaczenia ;)

Wasz Chrabąszczyk
Łatwiejszy sposób na kiełki

Łatwiejszy sposób na kiełki


Dzięki Semini odkryłam coś niesamowitego, zdecydowanie najłatwiejszy sposób na kiełki. Wypróbowałam kiełkownicę w słoiku i jak dla mnie bomba! Jest estetyczna, stoi w ciemnej kuchni, a kiełki i tak się zrobią. Poza tym bardzo łatwo się ją myje, bo nie ma rowków jak zwykła kiełkownica. Nie muszę się martwić, że wlałam za dużo albo za mało wody. Kiełkownica w słoiku nie zajmuje wiele miejsca, nie musi stać na parapecie, dzięki czemu nie jest taka kłopotliwa. Można czyścić ją w zmywarce, a nawet jeśli pojawi się pleśń łatwiej wyczyścić szkło niż plastik.
W warzywniku zostały już tylko pory, a kiełki to świetna alternatywa dla warzywnych dodatków do kanapek, sałatek, surówek, czy twarożku. Mój obowiązkowy punkt w ciążowym menu :)



Kiełkownica w słoiku składa się z:
  • szklanego słoika, którego ścianki są tak wyprofilowane, że można go postawić pod kątem.
  • metalowej ażurowej nakrętki, dającej możliwość wypłukiwania kiełków bez otwierania kiełkownicy.
 


Hodowla kiełków jest banalna. Należy wsypać nasiona do środka, zalać wodą i odstawić na jakiś czas. Po namoczeniu należy wylać wodę przez nakrętkę. Parę razy w ciągu dnia zawartość należałoby przepłukać. Nie trzeba obawiać się, że ta czynność uszkodzi kiełki, bo w ten sposób się one przewietrzą, łatwiej też pękają osłony nasion i szybciej pojawiają się korzonki. Stawiając kiełkownicę pod kątem, nasiona będą miały najlepsze warunki do kiełkowania. Parująca woda skrapla się na ściankach i wraca do roślin, a ażurowa nakrętka przepuszcza powietrze tak, aby zapobiegać chorobom grzybowym. Gotowe kiełki można trzymać w lodówce w słoiku.



Najbardziej uwielbiamy kiełki rzodkiewki, które zjadane są od razu. Dlatego też post miał pojawić się szybciej, ale zawsze kiełki znikały zbyt szybko nim chwyciłam za aparat ;)

Zajadacie?

Chrabąszczyk

Kiedy zacząć dokarmiać ptaki?

Kiedy zacząć dokarmiać ptaki?



Jesień rozgościła się już w moim ogrodzie, a to najlepszy czas, aby zacząć myśleć o dokarmianiu ptaków. Aronia została już zebrana i przerobiona do słoików, winogrona na wino i tylko jabłka czekają na swoją kolej. Gdy wszystkie owoce zostaną zebrane i przestaną kusić ptaki to dobry znak, aby zaopatrzyć się w karmnik. Moim tegorocznym wyborem jest karmnik z zasobnikiem dlatego, że w innym pokarm za szybko znikał. Podnoszony daszek ułatwia nasypywanie karmy, a szybka z tworzywa ułatwia rozpoznanie czy karmę należy uzupełnić. Drewniana konstrukcja  i kolor karmnika idealnie wpasował się w klimat naszego ogrodu.


Ważne jest, by w miejscu dokarmiania pokarm dostępny był stale. By przyzwyczajone ptaki miały pewność, że w trakcie śniegu i mrozu będą mogły właśnie w tym miejscu się pożywić. Ptaki goszczące w przydomowych karmnikach lubią przede wszystkim nasiona. Wybrałam zatem mieszankę firmy Semini, gdzie głównym składnikiem jest słonecznik, najbardziej lubiany przez ptaki. Semini indywidualnie komponuje każdą z mieszanek, łącząc składniki w zależności od zastosowania.

PORCJA ZDROWIA to zbilansowana mieszanka ziaren, dostosowana do potrzeb różnych gatunków ptaków. Składniki są dobrane w taki sposób, aby zadbać o zdrowie, upierzenie, poziom energii i układ trawienny naszych małych podopiecznych.



Mieszanki zawierają:

słonecznik
olejarka, czyli ziarno nigru
owies łuskany
proso czerwone i żółte
siemię lniane
pszenica
krokosz
sorgo białe i czerwone
gryka
rzepak
konopie
mozga kanaryjska
rodzynki
ostropest
orzechy


W sprzedaży możliwe są 3 rodzaje PORCJI ZDROWIA:
  • mieszanka ziaren dla wróbla, szczygła, mazurka, sikory, dzięcioła i innych ptaków, nawet dla najbardziej wybrednych ziarnojadów.
  • tłusty kąsek dla sikory, sikorki modrej, wróbla, mazurka, zięby jer, gila, sójki, szczygła, szpaka, makolągwy, trznadla i innych dzikich ptaków
  • owocowy deser dla gila, jemiołuszki, kosa, kwiczoła, raniuszki, kopciuszki, czyża, dzwońca i szpaka



Dokarmiacie ptaki w swoich przydomowych ogródkach?

Chrabąszczyk
Siew warzyw na liście

Siew warzyw na liście

Jesień przybyła, warzywnik pustoszeje, prac polowych nie ubywa, a ja ciągle wymyślam coś nowego. Chyba za długo siedzę w domu :P Z racji mojego odmiennego stanu muszę zjadać dużo żelaza, który jest m.in. w warzywach zielonych. Zainspirowana Alys Fowler z programu 'Mój miejski ogródek' postanowiłam, że posieję warzywa na liście. A co!

zestaw uprawny marki Elho, siew warzywna liście

Na dworze chłodno, szklarni brak, więc nowo zasiane nasionka muszą wyrastać w domu. Wybrałam zatem zestaw uprawny ze sklepu make it home. Ma służyć jako szklarenka, a udogodnieniem jest otwór w przykrywce, który można samemu zamykać i otwierać. Dzięki czemu mam pewność, że siewki nie spleśnieją. Oprócz wentylacji ważną rzeczą dla mnie jest podstawka, która uchroni drewniany parapet przez przeciekaniem. To zestaw naprawdę dobrej jakości, bo jest wykonany z grubej warstwy tworzywa sztucznego.


Zestaw ten to świetny pomysł dla amatorów, ale też dla osób, które nie mają ogródka. Na opakowaniu jest też instrukcja obsługi zestawu oraz przykładowa tabelka z okresem siewu i zbioru warzyw czy ziół. Tylko siać!


Dzięki pięknej pogodzie nabrałam ochoty na realizację mojego pomysłu. Skoro zestaw uprawny czeka od paru ładnych tygodni, ziemia również, to czas wybrać nasiona. Chciałam wysiać sałatę, ale niestety w moich zasobach jest tylko wersja wiosenna, nie jesienna. Zatem wybór padł na koperek, szpinak i cykorię.



koper, szpinak, cykoria

Na efekt będę musiała trochę poczekać, choć już marzę o pysznej kanapeczce ze szpinakiem i cykorią. Koperek niezmiennie trafi na ziemniaki do obiadu, do zupy jarzynowej lub kalafiorowej. Mniam!


Siejecie jeszcze?

Chrabąszczyk :)
Dziś pierwszy dzień jesieni

Dziś pierwszy dzień jesieni

Jaki byłby ze mnie bloger ogrodnik, gdybym nie wspomniała o dzisiejszym dniu? Tym bardziej, że od kilku lat jesień uwielbiam i celebruję. Tylko jeszcze, żeby raczyła przyjść mniej naburmuszona :) Pogoda jesienna dominuje już od ładnych paru tygodni, a wczoraj nawet na spacerze schyliłam się po dwa kasztany. Liście na drzewach powoli zmieniają kolory, kałuże zapraszają na chluptanie w kaloszach. Ogród też się zmienia. Dojrzewają jabłka, aronia i winogrona. Warzywnik pustoszeje. Drzewa nabierają różnorodnych barw. Tylko trawa nadal rośnie i przyciąga zielenią...





Łapka do góry, kto cieszy się z jesieni? :)

Chrabąszczyk
Domowe ‘gerberki‘ z własnych plonów

Domowe ‘gerberki‘ z własnych plonów



W końcu postanowiłam się do czegoś przyznać publicznie... Oczekujemy małego Pędraczka, który planowo ma dołączyć do naszej rodzinki już w listopadzie. Oczywiście, że świat powoli nam się przewraca, wydatki zmieniły swój kierunek, a pogodzenie ogrodu i moich możliwości nieco się utrudniło. Robię to, co mogę i to, co mi się chce, czyli nie za wiele :P

Ostatnio stwierdziłam, że czas zakasać rękawy i zrobić porządki z warzywnikiem. Na pierwszy rzut poszła cukinia, potem marchewka i buraki. I tak powstały domowe 'gerberki' przygotowane przeze mnie i przez Teściową.

Jak przygotowałyśmy 'gerberki'?

W jednej części słoików jest sama cukinia, w drugiej sama marchewka, a w trzeciej mieszanka obydwu tych warzyw. Dzięki takiej kompozycji smaków będę miała większą możliwość urozmaicania potraw.
Cukinię umyłam, obrałam, pokroiłam na większe kawałki i ponownie obmyłam. Całość wrzuciłam do szatkownicy, ale można też użyć tarki ręcznej bądź pokroić w kostkę. Następnie cukinię gotowałyśmy do miękkości z niewielkim dodatkiem soli i wody. Potem przełożyłyśmy do słoiczków i gotowałyśmy przez 15 minut od zagotowania wody.
Marchewka została przyrządzona podobnie, tylko każda z osobna była dodatkowo obskrobana z wierzchu i słoiki gotowały się 20 min od zagotowania wody.
Natomiast mix powstał z osobno gotowanych warzyw, ponieważ marchewka potrzebuje więcej czasu, aby zmięknąć.

Tak przygotowane 'gerberki' można dodać do zupki albo stworzyć na ich bazie danie mięsne lub deserki. Do marchewki wystarczy zetrzeć jabłuszko, ugnieść banana czy awokado. Koszt gotowego 'gerberka' oscyluje od 3do 7zł za 80g. Nasze słoiczki są po koncentracie pomidorowym ważącym 200g. Zatem jest oszczędność :) I oczywiście wartość domowych przetworów wzrasta, bo są wykonane tylko i wyłącznie z warzyw uprawianych przez nas.
W trakcie sezonu będę korzystać oczywiście ze świeżo zebranych warzyw i owoców, a 'gerberki' są przeznaczone na dni, w których nie będę mogła pozwolić sobie na długie stanie w kuchni





Oprócz wyżej wymienionych smaków Teściowa przerobiła również buraczki bez dodatku cukru czy octu, jedynie z małą ilością soli. Buraczki po umyciu i odkrojeniu twardych części, ugotowała, następnie obrała i starła na ręcznej tarce. Całość przełożyła do słoików i gotowała przez 15 minut.

Do buraczków dołączyła także marchewka skrojona w kostkę.


Mam taką nieskromną nadzieję, że ten post się komuś przyda :D

Pozdrawiam

Chrabąszczyk
Tegoroczne plony

Tegoroczne plony

Doszłam do wniosku, że mogę już podsumować tegoroczne plony. W końcu w powietrzu czuje się jesień. Ach lubię ją :) Mogę biegać po kałużach bez żadnych wyrzutów sumienia, spacerować wśród kolorowych liści i kasztanów. Jest to tak samo magiczne jak śnieg przed Bożym Narodzeniem. A... dobra, zagalopowałam się :) Aktualnie warzywnik... tonie w deszczu, bo pada u nas od kilku dni. Czekam na jakiś pogodny dzień, aby wykopać resztę marchwi i przerobić w słoiki. W gruncie pozostawiłam jeszcze buraki, pory i cukinię.

Dzięki przesyłce od firmy W. Legutko warzywnik w tym roku gościł u siebie rzodkiewki, sałatę, groszek cukrowy, koperek, pomidory, ogórki, ziemniaki, pory, szpinak, cukinię, buraki, fasolkę żółtą i zieloną. Przesyłka z nasionami była tak ogromna, że podzieliłam się z dwoma koleżankami z pracy. Kolekcję ziołową otrzymała Magda, która posiada mieszkanie z balkonem. Pierwszy raz miała możliwość skorzystania z własnych ziół i bardzo jest z nich zadowolona. Większość zaś paczuszek z kwiatami otrzymała Ewelina, która ma malutki ogródek za domem z warzywami i kwiatami. Ja natomiast w tym roku nie siałam kwiatów, poza słoneczniczkiem oczywiście. Miałam za to mnóstwo bylin do podzielenia i przesadzenia. Postawiłam na warzywa, które uzupełniają moją spiżarnię. Większość nasion wykorzystam w przyszłym roku, bo paczuszki były naprawdę spore i wydajne.

A co z tegorocznymi plonami?

Pierwszym warzywem jakim się zajadaliśmy była rzodkiewka, którą już kolejny rok wysiałam pod tunelem foliowym. Zaskoczeniem dla całej rodziny była odmiana kolorowa, choć największym pożeraczem rzodkiewki był Mój Mąż. Ta wersja bardzo nam zasmakowała, a i wyszła duża.


Kolejnym odkryciem jest groszek cukrowy. Jesteśmy nim zachwyceni ze względu na smak i rozmiar, bo ziarenka wyszły naprawdę duże. Groszek zawsze zjadamy prosto ze strąków. A ta wersja jest strzałem w 10!


Bardzo lubię cukinię, choć moje wspomnienia z dzieciństwa są tego zaprzeczeniem. Moja Mama zawsze kroiła ją w plastry i smażyła w formie kotletów. No bardzo mi to nie smakowało. Zasiałam cukinię pierwszy raz w życiu i nie żałuję. Użyłam do tego dosłownie 5 ziarenek. Wyszły wszystkie, ale po jakimś czasie zostały tylko 2 sadzonki. Albo zjadł je kret albo ptaki, tak myślę. A wiecie co? Dwie rośliny dały mi z 10 ogromnych warzyw. Część zjedliśmy w leczo (uwielbiam!), cześć rozdałam, pomroziłam i zawekowałam. Mniam!


Fasolkę żółtą zasiałam pierwszy raz dwa lata temu. Mój Mąż był bardzo zaskoczony, że możemy mieć ją w warzywniku, bo to kolejne warzywo, które uwielbia. Mi najbardziej smakuje jako dodatek do obiadu, zamiast surówki. Opłaca się ją uprawiać, bo w sezonie potrafi kosztować ponad 10zł/kg, a na sadzonce potrafi być tak 10-15 strąków.
 


W tym roku bardzo przejmowałam się pomidorami. Posadziłam ich dość sporo, a pogoda przez cały lipiec była deszczowa. W czerwcu podlewałam je gnojówką z pokrzywy, dzięki czemu były trochę odporne. Na początku sierpnia rozpogodziło się i pomidory dojrzały. Sporo udało mi się nazbierać zanim dostały choroby grzybowej przez ponowne opady deszczu. Pomimo, że jestem zadowolona z ilości tegorocznych plonów to stwierdziłam, że będę siać już tylko pomidory gruntowe, koktajlowe sobie odpuszczam ze względów kulinarnych.


Paprykę chilli zawsze wysiewał Mój Mąż, tym razem zrobiłam to ja. Zapowiadała się marnie, ale parę dni temu zerwałam tę ilość z pięciu krzaczków jakie miałam. To chyba niezły wynik?


Marchewka powoli wędruje do słoików. Wyszła smaczna, niegorzka, ale przyznam się, że zbyt gęsto ją posiałam. Gdzieniegdzie jest sporych rozmiarów, a w skupiskach mała (na zdjęciu ta większa :P). Dobrze, że są trzy rzędy :)


W dzieciństwie ogórki były moimi ulubionymi warzywami, ale ostatnio to mi się chyba przejadły. Wyszło ich sporo na tyle sadzonek ile było, nie były gorzkie, ale większość wyszła taka okrągła jak bomby. Wiecie może jaka jest tego przyczyna? 
Zbierając ogórki, zostawiałam te zbyt duże, aby zżółkły. Takie najlepsze są na pikle. I te ostatki, które zerwałam parę dni temu powędrowały zatem do słoików. 


Nie udało mi się sfotografować szpinaku i koperku, bo szybko zniknęły z warzywnika. Szpinak trochę za późno zaczęłam zrywać. Nie przeszkodziło mi to jednak w konsumpcji. no co ja poradzę, że uwielbiam szpinak z jajkiem na śniadanie. Koperek też za późno wyrwałam, bo oblazła go strasznie mszyca. A że też go uwielbiam to nie mogłam pozwolić, aby trafił na kompost. Płukałam go cały dzień, aż wypłukałam z robaczków, pokroiłam i zamroziłam. Już znikł niestety. Stwierdzam, że jeden rządek koperku to zdecydowanie za mało :)
Aaa... sałatę zeżarły mi ślimaki!
Buraki czekają w warzywniku na swój moment. Są słodsze od kupnych i szybciej się gotują. Jak co roku powędrują do słoików, bo zimą to najlepsze warzywo do obiadu. Wiosną zawsze dzielę się ze wszystkimi botwinką a i sami zajadamy się przepyszną zupką. Pory zaś zawsze kupuję w formie sadzonek od starszego Pana na targowisku, który pięknie zawija je w gazetę, tak jak to robił Dziadek Gienek. Ziemniaki kupiłam w trzech gatunkach w pobliskim sklepie ogrodniczym. I będę powtarzać to w nieskończoność: nie ma to jak swojskie ziemniaczki! :D

A na koniec słoneczniczek :)



Zobacz także:

Przesyłka pełna nasion 

Siew rzodkiewki

 Chrabąszczyk ;)

Copyright © 2016 Ogród przydomowy - blog ogrodniczy , Blogger