Chłop, co musi, rad uczyni i.. babę zagoni

No i wyciągnął mnie Pan Mąż na porządki jesienne, pewnie już ostatni raz w tym roku. No i dobrze, że zbytnio nie marudziłam, bo robić było co. Zgrabiłam liście i powycinałam suche części roślin, a Pan Mąż skosił caaaałą trawę i dodatkowo użył podkaszarki ("szacun", że mu się chciało). Razem spakowaliśmy trawę i część liści do worów, aby mogli w poniedziałek zabrać mokre. Ot i tak sobota sobie mija...



Oj, muszę wspomnąć :D Poza porządkowaniem większość ranka tworzyliśmy pewien projekt. Pan Mąż majstrował, ja cykałam dla Was fotki. I od czasu do czasu podawałam śrubki. 
O czym mowa? ...


Zdradzę jutro.
Czekajcie na posta! :D

see ya :*

3 komentarze:

  1. Ooo, to pracowitą sobotę mieliście! U nas prawie cały dzień padało. Więc do ogrodu pójdę pewnie w poniedziałek. ma być ładnie, ciepło i słonecznie :-) Pozdrowienia, miłej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
  2. A może trzeba było zostawić na kompost liściowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część liści wrzuciłam na kompost, reszta poszła wek.

      Usuń

Dziękuję za zainteresowanie się moim blogiem ;)

Copyright © 2016 Ogród przydomowy - blog ogrodniczy , Blogger