Kilka rzeczy, o których marzę

Kilka rzeczy, o których marzę


strach na wróble

źródło

szklarnia

źródło

plotek w warzywniku

źródło

malwy pod oknem

źródło

drewniana drabina ustawiona pod jabłonią

źródło

kostki słomy

źródło

 poidło dla ptaków

źródło

budka na narzędzia

źródło

domek dla motyli

źródło

hamak

źródło

busz kwiatowy

źródło

 róża

źródło

oczko wodne w beczce

źródło
 
witrażowy stolik

źródło

podpora pod groszek pachnący

źródło

ławka przed domem

źródło

sosna

źródło

drewniany taras 

źródło

Niektóre rzeczy, o których marzę są bardzo proste jak drewniana drabina ustawiona pod jabłonią czy poidło dla ptaków. Inne zaś wymagają nieco pracy bądź funduszy, ale każde z tych marzeń mam w planach zrealizować w przyszłym roku. Po sezonie grzewczym razem z Mężem planujemy wydatki domowe i ogrodowe. Jak co roku inwestujemy tyle na ile możemy. Jestem zadowolona z tego, co stworzyliśmy w tym sezonie, choć część "inwestycji" nam po prostu nie wypaliła. I to jest temat na osobny post podsumowujący sezon ogródkowy. Już dziś marzę o następnym sezonie i o tym, co dodamy do naszego ogrodu. Będzie bardziej kwiatowo, bardziej warzywnie, bardziej przytulnie i jeszcze więcej mnie...

A Ty jakie masz ogrodowe marzenia?

Zatem do następnego!

G.
Kilka jesiennych prac

Kilka jesiennych prac

Jesień to dla nas stan wzmożonej pracy w ogrodzie. Przycinanie, kopanie, dosadzenie, przesadzanie, zbieranie... Można by wymieniać bez końca. Większość prac mamy skończonych a na resztę jeszcze jest trochę czasu. A że wczoraj było u nas ciepło to po pracy z Panem Mężem wybraliśmy się do ogrodu, każde z nas zajęło się czymś innym. Mąż zajął się rąbaniem drewna do kominka a ja natomiast nabrałam chęci na posadzenie czosnku. Już od dłuższego czasu miałam w planie zasadzić go w truskawkach, tym bardziej, że obie rośliny działają na siebie pozytywnie. W mądrych książkach wyczytałam, że czosnek chroni truskawki przed szarą pleśnią i chorobami grzybowymi.
Czosnek udało mi się kupić w pobliskim sklepie ogrodniczym. Był zapakowany w siateczce z etykietką informującą, że jest to produkt polski regionalny. Fiu fiu! "Bieremy" :) Ząbki są pięknie duże i aż miło się je sadziło :)




Na początku października wybraliśmy się do rodziny na wieś z misją zajęcia przez nas ich części obornika kaczego. Misja zakończyła się sukcesem! ;) Dodatkowo wynegocjowałam 2 worki słomy do truskawek a Pan Mąż kamienie na ognisko. Ha! I jeszcze nie musiałam kopać warzywnika, bo Mąż mnie wyręczył. Nigdy się to jeszcze nie zdarzyło... No cudowna jest jesień w tym roku! :)


Pracowity czas w ogrodzie uczciliśmy wieczornym ogniskiem. Podczas pieczenia kiełbasek zdaliśmy sobie sprawę, że będzie tu piękny kącik leśny. I w planie mamy posadzenie paru iglaków, w tym wymarzoną przeze mnie sosnę oraz postawienie dwóch masywnych drewnianych ławek.


A jak przyjemnie było... W dzieciństwie bardzo często z rodzicami robiliśmy ognisko na działce. Kiełbaski nabite na patyk, do tego każdy dostał po bułce, musztardę i ketchup. I czas na rozmowach mijał i mijał...


Jaki urok!

Buźka :*
Ogrodowe strefy relaksu

Ogrodowe strefy relaksu

Uwielbiam ogród za możliwość "odmóżdżenia się" i wyciszenia przez pracę fizyczną, ale też za miejsce, w którym mogę wypić kawę, poczytać gazetkę ogrodniczą czy porozmyślać. Lubię w ogrodzie to, że jest wielozadaniowy i że pozwala na różne formy wypoczynku. 


Stref relaksu w ogrodzie mamy na razie dwie, jest plan na więcej. Pierwsze miejsce znajduje się z tyłu domu, z wiklinowymi meblami, kwiatami w doniczkach i koszykach. Rozpłaszczając się w tym miejscu mam widok na rabatę ziołową i warzywnik. Tu obmyślam co by trzeba poprawić, posiać, zasadzić. Tu piję kawę, zjadam ptasie mleczka i rozkoszuję się ciszą, wraz ze zwierzętami.

Gdy mam możliwość, rankiem zwołuję ferajnę i wychodzimy na tył domu. Każdy zajmuje się wtedy sobą. Piesek zaczyna ganiać za piłką, kot włazi od razu w swoją "miejscówkę" w kocimiętce. Ja natomiast siadam w fotelu, popijam ciepłą herbatkę i marzę o ogrodzie ze snów...


 
Miejsce wypoczynku powoli się zmienia. Po moim ględzeniu, że pręty w kiwi wyglądają bardzo "wkurzająco" Pan Mąż zbudował mi drewnianą pergolę. Rozważaliśmy kupno gotowej, ale ceny nas bardzo zaskoczyły. Pergola spełniająca nasze wymagania kosztuje w sklepie 200-300zł. Zatem Pan Mąż postanowił zbudować ją sam. Deski boczne pochodzą ze stelażu łóżka, a listewki wałęsały się gdzieś w domostwie. Jedynym wydatkiem były 2 kotwy i kątowniki, które Pan Mąż pomalował sprayem na czarno. Trochę się namęczyliśmy z przeniesieniem kiwi na drugą podporę, ale warto było :)


Podczas podmiany pergoli kocimiętka uległa zgnieceniu nad czym bardzo ubolewam. A karciłam za każdym razem, gdy Pan Mąż przydeptywał ;) Nie pozostaje mi nic innego jak czekać, aż odbije...


Drugim takim ważnym miejscem wypoczynku jest leżak ustawiony pod czereśnią sąsiadki zza płotu. W lecie przychodząc zmęczona po pracy kładę się pod drzewem, wśród małych krzewuszek i hortensji. Zasypiam...


Na tarasie z boku domu, głównie gościmy rodzinę i przyjaciół. Jest to miejsce odpoczynku i grillowania, osłonięte winoroślą. Stoi tu drewniany stół, który zrobił Pan Mąż oraz wyszperane rzeźbione krzesła. W planach mamy zrobienie ogniska w pobliżu i kupno masywnego drewnianego stołu z ławkami. A największym moim marzeniem jest podest z desek, taki brązowy, prawdziwy. Ech...
Uwielbiam tu jeść niedzielny obiad, podziwiać kolorowy klomb oraz mini sad.


Chyba każdy z Was w ogrodzie ma takie miejsce do przemyśleń, niedzielnych obiadów czy lenistwa. A jeżeli ktoś jeszcze takiego nie ma, to czym prędzej musi sobie wygospodarować. Warto czasem pomyśleć o sobie :)

Ogrodowych snów życzę :*
Domowy dzień leniuchowania

Domowy dzień leniuchowania

Cały tydzień urlopowy fruwałam między domem a ogrodem. Prania zrobiłam tyle co w 2 miesiące, pomyłam okna, zrobiłam generalne porządki, pozmieniałam firanki, sprzątałam, sprzątałam i sprzątałam. A jak... nie sprzątałam to... pracowałam w ogrodzie. Przepieliłam wszystkie rabaty, poprzesadzałam kwiaty, poobcinałam krzaczory. No i wpadłam na genialny pomysł, aby przekopać leżącą odłogiem rabatę z melisą i miętą. Tak oto w połowie powstała rabata ziołowo-owocowa :)
A dziś... strajkuję. Zgubiłam sekator i postanowiłam powiedzieć pracy: NIE. Razem ze zwierzakami leniuchujemy. Z okazji domowego dnia leniuchowania Klemens postanowił w końcu dać się sfotografować :)











Przytulaski :)
Moje kolory jesieni

Moje kolory jesieni

Uwielbiam jesień. Kiedyś nie lubiłam jej. Od kiedy mam ogród to się zmieniło. Kolory pomarańczy, żółci, zieleni, brązu i czerwieni. Kocham! 










Lecę dalej do ogrodu :)
Zachrzaniam...

Zachrzaniam...

Zachrzaniam, bo... mam urlop. Pielę, podcinam, przekopuję, przesadzam, wyrywam... Przygotowuję ogród do zimy. Trochę zawczasu, ale póki czas jest :)


Kaloszki takie lśniące jeszcze, więc uwieczniam na blogu :)

Całuski :*
Zaprawianie nasion

Zaprawianie nasion

Sztucznie wyglądające nasiona fasoli, ogórka czy rzodkiewki zaczęły mnie interesować od kiedy wpadły w moje ręce. Najbardziej zdziwił mnie regularny kształt i prawie neonowy kolor...


Przeglądając internet w poszukiwaniu tajemnej wiedzy, czytam: "Zaprawianie nasion zaliczane jest do najbardziej oszczędnych, a przy tym najbezpieczniejszych dla środowiska zabiegów chemicznych". I tu zadaję sobie pytania: Co tu do cholery się dzieje? Czy uprawiam warzywnik, by stosować w nim zabiegi chemiczne? Czy chcę uprawiać warzywa ekologiczne? Po co zaburzać naturalne procesy zachodzące w glebie?


Kupując nasiona w markecie miałam większą możliwość wyboru niż w sklepie ogrodniczym. Pani spiesząca się, by sprzedać jak najwięcej, zwykle wybiera paczuszki sama, dopytując się czego klientowi potrzeba. Moja wizyta z sklepie zajmowała zawsze ok. 5 min. Dziś wiem, że muszę pilnować, aby Pani sprzedawczyni nie podała mi jakiegoś świństwa. Co na opakowaniu nasion powinno się znajdować? Chyba najbardziej rzucającą się informacją na etykiecie jest pieczątka zawierająca, m.in. nr partii i termin przydatności nasion do wysiewu.



1/3 kupionych przeze mnie nasion w sklepie ogrodniczym była zaprawiona chemią. Zaprawa ma chronić przed chorobami i szkodnikami. Zwróćcie proszę uwagę na opis szkodliwości zaprawy, zajmuje 1/2 opakowania!



Jeżeli na paczuszce nasion widnieje informacja, że nasiona poddane są inkrustacji, to oznacza, że wytworzono wokół ziarna powłokę polimerową, w której trwale rozmieszczono wybrane pestycydy.


Bywa też, że nasiona są powlekane substancją otoczkującą. Otoczakowanie nasion stosuje się po to, by zwiększyć rozmiar nasion, ułatwić równomierny wysiew oraz ograniczyć potrzebę późniejszego przerywania roślin, zwiększając rozmiar i wagę ziarenka. Otoczka składa się ze sterylizowanego torfu oraz dolomitu i glinki kaolinowej lub wapienia oraz wielu innych substancji. Niekiedy w skład otoczki wchodzą środki ochrony roślin.

 


Jest nadzieja...

Można też zaprawiać naturalnie! W sklepach znajdują się gotowe nasiona umoczone w wyciągach z ziół. Można też zrobić to samemu w warunkach domowych. Projekt-warzywnik opisuje jak to zrobić.
Dostępne są też odmiany F1 powstają przez naturalne krzyżowanie tradycyjnych odmian. Nasiona te dają obfitszy i lepszy jakościowo plon oraz są bardziej odporne na choroby i szkodniki. 
W sprzedaży możemy też znaleźć nasiona ekologiczne. Co to oznacza? Nasiona te zostały pozyskane w oparciu o naturalne metody uprawy bez użycia środków ochrony roślin i nawozów sztucznych. Ku mojemu zdziwieniu, ceny w cale nie są wyższe od innych rodzajów nasion.
I jeszcze sprawa nasion na taśmie... Według wielu źródeł mają same zalety, m.in. nasiona są selekcjonowane, łatwo się wysiewa i nie trzeba przerywać siewek. Ziarenka są umieszczone na taśmie bądź krążku z celulozy, które łatwo ulegają biodegradacji. Mnie ten rodzaj wysiewu nie przekonuje...


Nasiona można zakupić w marketach, sklepach ogrodniczych a nawet w internecie. Najważniejsze, aby nie zrobić się w przysłowiowego balona. Jeżeli chcemy mieć warzywnik, to po co stosować zaprawiane nasiona?

Pozdrawiam :)

Źródła:
Copyright © 2016 Ogród przydomowy - blog ogrodniczy , Blogger